poniedziałek, 12 grudnia 2016

Atak paniki.

Dzisiaj słów kilka chciała bym poświęcić atakom paniki.
Są one chyba nieodłącznym elementem nerwicy lękowej.

Opowiem Wam jak one u mnie wyglądają i dlaczego się w ogóle pojawiają.
W moim życiu miałam różne ataki, o różnej długości, natężeniu i czasie trwania.
Skupmy się jednak na konkretach.

Co je wywołuje u mnie?
Stresowe sytuacje. To chyba oczywiste... Ale nie w samej stresowej sytuacji, tylko później, lub wcześniej. Kilka minut, godzin, czasem dni. Na przykład, gdy jeździłam do swojego chłopaka jeszcze wtedy, na weekendy, to już w niedziele koło południa dostawałam ataku, bo mój mózg wiedział, że kończy się miły czas i trzeba wracać do domu.
Atak lubił się pojawiać po kłótni z tatą, lub przed wydarzeniem, w którym wiedziałam, że razem spędzimy dłuższy czas razem <przedświąteczne telepawki, to była norma>.

Co się dzieje podczas ataku?
-mocny lęk, który z każdą minutą narasta;
-tętno rośnie do około 100-150 uderzeń na minutę;
-silne mdłości;
-duszności i niemożliwość zaczerpnięcia głębszego oddechu;
-drżenie całego ciała;
-zimne poty całego ciała, dłonie i stopy stają się dosłownie mokre;
-suchość w ustach;
-biegunka;
-bóle brzucha/żołądka;
-odbijanie;
-ogromne napięcie mięśniowe, dosłownie mnie "wysztywnia";
-niemożliwość zajęcia uwagi czymkolwiek innym;
-ścisk/gula w gardle;
-uczucie "rozedrgania" w klatce piersiowej i żołądku;
-często nerwowe rozdrapywanie swojego ciała, wbijanie paznokci w ramiona do krwi;
-nieracjonalne zachowanie (nie umiem odpowiadać na proste pytania, odpycham męża, nie wiem czego chcę... jedyne co jest w mojej głowie, to lęk).

Czego boję się podczas ataku?
-boję się, tego że tym razem nie uda mi się powstrzymać i zwymiotuję;
-boję się, że zwariuję, że kolejnego ataku już nie wytrzymam;
-boję się ośmieszenia, tego że zachowuję się wtedy jak debil, nie kontroluję swojego ciała i mówię głupoty.

Jak sobie radzę podczas ataków?
To zależy od stopnia nasilenia:
-otwieram okno, nawet jak jest -15 stopni, a ja ze strachu już dygotam jak galareta;
-zażywam hydroxyzynę, relanium <bardzo rzadko się to zdarza>;
-staram się uspokoić oddech, robić wdechy i wydechy powoli, miarowo;
-żuję miętową gumę do żucia;
-włączam TV <jak coś mi szumi, to jakoś mi raźniej...>;
-usiłuję myśleć pozytywnie, że tyle ataków już przeżyłam, to i ten przetrwam;
-wychodzę na dwór, spaceruję;
-modlę się;
-zwilżam ściereczkę w lodowatej wodzie i przykładam do nadgarstków i karku.


Czas i częstotliwość ataków bywała w moim życia różna.
W najgorszym etapie ataki trwały 60-90 minut i potrafiły pojawiać się 3-5 razy dziennie. Obecnie jest to około 1-2 ataki w tygodniu i trwa około 15-60 minut.
Po ataku jestem bardzo zmęczona i w miarę możliwości kładę się na kilka chwil, dopóki nie poczuję, że serce się uspokaja, a ciałem przestają targać dreszcze.


Ostatnio dostałam ataku... w drodze do Biedronki. Dlaczego? Nie mam pojęcia... Czasem przyczyny nie umiem wytłumaczyć.
Gdy już do niej dochodziłam, podeszłam do bankomatu i czułam jakbym serce miała w gardle. Było mi zimno/gorąco, ale pomyślałam, że przejdzie. Wypłaciłam pieniądze i jak słup soli zamarłam przed tym metalowym pudlem.
Czy wyjęłam pieniądze? Czy wyjęłam kartę? Gdzie pokwitowanie? Boże, gdzie mój portfel?! Zgubiłam? Nie... Jest! Ok, jeszcze raz... Wyjęłam pieniądze? Gdzie karta? Moment... Ile ja właściwie wypłaciłam? 
Trzęsącymi rękami wrzuciłam w końcu portfel do torebki i zauważyłam gościa za mną, który patrzył na mnie jak na debila.
A w dupie go mam, muszę teraz wejść do tego pieprzonego sklepu.
Może jednak nie? Może lepiej wrócić do domu? A jeśli tam zemdleję, albo co gorsza, porzygam się? Wszyscy się będą ze mnie śmiali... Wydurnię się. Pewnie będę musiała sprzątać... NIE! Wchodzę!
Wchodzę więc i zlewa mnie pot. Od stóp do głów. Ściągam opaskę, rozpinam kurtkę... Gorąco... Rozpinam bluzkę. Szum muzyki, rozmowy ludzi, zapachy i feeria kolorów wywołują zawrót głowy i falę mdłości.
Co teraz? Aha, koszyk... 
Biorę więc koszyk i mozolnie, powoli, co kilka kroków przystając, kucając, robię zakupy. Serce wali jak oszalałe ale prowadzę wewnętrzny dialog.
Spokojnie... Mam czas. Nikt mnie nie goni. Jak zrobi mi się gorzej, to po prostu zostawię koszyk i wyjdę. Spokojnie... Tylko spokojnie... Wdech i wydech... 


W końcu docieram do kolejki kasy i czuję, że atak ustaje. Płacę za zakupy, wychodzę, moją twarz uderza zimne powietrze i jest lepiej.
Tym razem udało mi się stawić czoła atakowi.
Brawo ja.


Może Wy macie jakieś metody na łagodzenie ataków?
Życzę Wam i sobie dużo spokoju w ten paskudny, poniedziałkowy dzień.
Ściskam! :) :*

10 komentarzy:

  1. Życzę Ci naprawde dużo spokoju nie tylko w ten paskudny, poniedziałkowy dzień, ale zawsze. Nie sądziłam, ze zycie może być takie trudne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za komentarz. Czasem jest dobrze, czasem gorzej. No jak to w życiu. :)
      Mam nadzieję, że komuś z podobnymi problemami uda mi się pomóc poprzez tego typu wpisy.
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  2. Nie sądziłam, ze jest czasami aż tak trudno!
    Życzę, aby tych "złych dni" było jak najmniej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czasem radośnie nie jest... ;)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  3. Zawsze noszę przy sobie papierową torebkę, taką na pieczywo, oddychanie do torebki przerywa atak, metoda podsunięta przez psychiatrę. Ja najbardziej się boję, że stracę przytomność, jest mi zimno i widzę wszystko jak przez szklana szybę. Najczęściej ataki mam na wolnej przestrzeni, wtedy poruszam sie jak pijana,często też w sytuacji, w ktorej kiedyś dopadła mnie panika np. na trasie w samochodzie. Wtedy mam telefon pod ręką i rozmowa z kimś mnie wycisza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za rady. Jak atak mam umiarkowany, to rozmowa też jakoś mnie zajmuje ale gdy jest źle, nie rozumiem słów do mnie wypowiadanych. Tak jakby gadano do mnie po chińsku. Jedynie przytakuję. :/

      Usuń
    2. Ja miałam po wypadku samochodowym obrzęk mózgu i atak padaczki. Był tylko jeden i minęło już 20 lat, a ja nadal w momencie lęku boję się, że dostanę ataku. A torebka naprawdę pomaga!

      Usuń
    3. Jeej, współczuję... :( A metodę z torebką spróbuję.

      Usuń
    4. O tej torebce słyszałam, pomaga - zapewniala koleżanka, której corka tez ma czasami lęki.

      Usuń
    5. Jak przetestuję, to na pewno dam znać, czy i mnie pomogło.:)

      Usuń