czwartek, 1 grudnia 2016

Bierna palaczka od niemowlaczka ;)

Wzięło mnie na wspominki i zwierzenia. :)
Zacznę może w takim razie od kilku wprowadzających faktów.

Moi rodzice zakochali się w sobie mając 20 <mama> oraz 26 <tata> lat. Po roku związku postanowili założyć rodzinę. Wzięli baaardzo kameralny ślub <nie wiedząc jeszcze, że za kilka lat będzie taka moda na minimalizm ;)> i zamieszkali w mieszkanku spółdzielczym nad morzem <prace, które wykonywali ich tam wywiały, tam też się poznali i początkowo mieszkali>.
Szybko rozpoczęli starania o dzidziusia. Wystarali się szybko, bo już po roku małżeństwa zostali rodzicami. Urodziła się moja siostra - Ewa. Tata ponoć ostre wojaże nad tym morzem praktykował... Krótko mówiąc pił. W nadziei na lepsze jutro po 7 latach zdecydowali, że wybudują dom na peryferiach Krakowa. Tata dostał od babci działkę, moja mama od swoich rodziców kasę i zaczęli się budować. Była to ponoć droga przez mękę. Dużo pieniędzy się ulotniło jak kamfora. Tata, jako budowlaniec kombinował i robił wszystko po najniższej linii oporu. Żeby tylko dom stanął, a nadwyżki pieniężne przemieniał w czystą. W tym czasie mama zajmowała się już nie tylko Ewą, ale również teściową. Taką decyzję podjęli, że działka od Babci, więc zabierają ją do siebie <oj ile łez później mama wylała przez tą decyzję...>.

Dom jakoś powstał. Po szesnastu latach rodzice zapragnęli drugiego dziecka. Mama zbliżała się do 40tki, także był to ostatni dzwonek. Gdy zaszła w ciążę bardzo się cieszyli i mieli nadzieję, że będzie syn. Pojawił się mój brat-Mateusz. Wyczekany, uproszony, wymodlony, wyciaciany chłopak! Mama bardzo dbała o siebie w tej ciąży, rzuciła palenie, zdrowo się odżywiała, była szczęśliwa.
Niedługo po urodzeniu brata mamie zaczął się chrzanić cykl menstruacyjny. Lekarz stwierdził, że to już menopauza będzie. W końcu czterdziestka na karku. Z racji tego, że mamie posypały się zęby po drugiej ciąży, postanowiła zrobić z nimi porządek.
Było sporo rwania, były potrzebne mocne środki znieczulające. Kilka godzin po zabiegu mama dostała koszmarnego krwotoku. W szpitalu stwierdzono poronienie. Nie wiedziała, że była w 1. trymestrze ciąży.
No cóż, trzeba żyć dalej...

Kilka miesięcy później mama zaczęła się źle czuć, słabnąć. Miała życie z adrenalinką-to trzeba przyznać. Dożarta teściowa, 2 letni syn nieodstępujący jej na krok, tata zaglądający do kielicha, rodzina taty wiecznie na karku, zakrapiane imprezy. Mama była strzępkiem nerwów, paliła jak szewc i latała jak z piórem w tyłku.





Pewnego dnia z tym złym samopoczuciem poszła do lekarza. Po wnikliwych badaniach okazało się, że... jest w czwartym miesiącu ciąży. Pierwsza reakcja mamy, to płacz <bynajmniej nie ze szczęścia> i pytanie ginekologa:

-To na kiedy umówić panią na zabieg? "To" trzeba jak najszybciej załatwić. Jest pani krótko po poronieniu, organizm nie zdążył się zregenerować. Zresztą, nawet pomijając to... 41 lat, to nie jest wiek na ciążę. Dziecko na pewno będzie chore, ułomne. Słyszała pani o zespole Downa? To jedna z optymistyczniejszych wersji w pani przypadku... Także ten... Na kiedy zapisujemy?

Mama zdecydowała, że skonsultuje się z tatą. Po poważnej rozmowie zdecydowali, że jednak nie "usuną". Co ma być, to będzie. Całą ciążę jarała fajkę za fajką, płakała <w końcu w najlepszym wypadku będzie down>, zajmowała się babcią, bratem, niewielkim polem, które mieliśmy... Dodatkowo było cienko z kasą. No i tata pił... Dużo i często. Potrafił znikać na trzy dni i nie dawać znaku życia. Z kim jest, czy żyje... Komórek jeszcze wtedy nikt nie miał.

No i urodziłam się. Poród był ciężki. Wywoływany dużymi dawkami oksytocyny. Gdy mama nie dawała rady już przeć, lekarz dosłownie wycisnął mnie z jej brzucha. Dostała krwotoku... Ja urodziłam się wprawdzie bez downa ale urodziwa podobno nie byłam, delikatnie mówiąc. Gdy mamę "podratowano" i wypisali nas ze szpitala, siostra była przerażona.

-Byłaś dłuuuuugą, pomarszczoną chudziutką glistką, o cerze żółto-szarej z ogromnymi, nieproporcjonalnie wielkimi stópkami.





Że też musiałam mieć jeszcze tą żółtaczkę w pakiecie. ;)
Nawet znajoma rodziców jak mnie zobaczyła, to z obrzydzeniem nazwała mnie "szkaradztwem", więc musiało być grubo ;) <była to jej ostatnia wizyta w naszym domu :P>.

Gdy byłam maleńkim dzieckiem mama nie karmiła mnie piersią, szybko po moich narodzinach zaczęła wyjeżdżać do pracy za granicę. Gdy miałam osiem miesięcy pierwszy raz wyjechała na trzy miesiące. Później wracała na miesiąc i znów wyjeżdżała. Tak było przez około trzy lata. W tym czasie opiekę nade mną i nad moim bratem sprawowała siostra. Różnica wieku między nami jest spora, bo 20 lat, także dawała radę. Studiowała w tym czasie, opiekowała się babcią i nami. Brat jest o trzy lata starszy ode mnie.
Ja sama o tym okresie nie mogę za wiele powiedzieć, bo zwyczajnie go nie pamiętam. Wszystko co wiem, to z opowieści...

8 komentarzy:

  1. Ależ to smutne co napisałaś....
    Zastanawiam się jaki cel miała twoja mama, powtarzając Ci tak raniące słowa znajomej.
    Życzę Ci wszystkiego co najlepsze...Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za komentarz. :)
      Te historie są ogólnie opowiadane zarówno przez rodziców, jak i siostrę. Traktują to jako rodzinną anegdotkę. Chyba nie zdawali sobie sprawy, że mogło mnie to urazić.
      Dziękuję! :*
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  2. Mam do tej pory listy wymieniane między moją mamą a babcią podczas pobytu tej pierwszej na porodówce, odwiedzin wtedy nie było. mama pisała, ze jestem najbrzydszym dzieckiem w oddziale, na co babcia odpowiadała: no nie martw się, może coś się zmieni:p
    Patrząc na zdjęcia moje z okresu dzieciństwa-zgadzam się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Jednym słowem się z biegiem czasu wyrobiłaś. :P

      Usuń
    2. no mam nadzieję:p teraz to już starość mię dopada:)

      Usuń
    3. Kobita jest jak wino... Nie wiedziałaś?! :D

      Usuń
    4. A ja słyszałam, że jak piwo- z wiekiem traci smak:p

      Usuń
    5. Haha, przyjmijmy moją, bardziej optymistyczną wersję. :P

      Usuń