sobota, 10 grudnia 2016

Czyja ja jestem?

Gdy moja mama zaczęła wyjeżdżać za granicę, już można było dostrzec różnicę w usposobieniu mnie i brata. Mój brat był dzieckiem śpiącym spokojnie, długo i twardo jak suseł. Do szczęścia wystarczała mu pełna micha i mama <gdy jej nie było-siostra>. Ja natomiast od niemowlęcia byłam bardzo niespokojna, na najmniejszy szum się budziłam. Usypianie mnie było procesem mozolnym i odbywało się jedynie w cichym pokoju, przy wyzamykanych oknach i zasuniętych zasłonach. Mateusz spał w wózku pod lipą... Kiedyś wiatr przewrócił wózek, razem z nim. Skubaniec nawet się nie przebudził. ;)

Jako, że płakałam często i trudno się mnie uspokajało, dano mi do zabawy, do wózeczka wielką, wełnianą, biało-czerwoną czapkę z ogromnym pomponem. To był strzał w 10tkę. Zasypiałam z nią i była moim jedynym uspokajaczem.

Chodzić nauczyłam się bardzo późno, dopiero po drugim roku. Powód? Mój brat nie pałał do mnie miłością. On chciał być w centrum, a tu pojawił się mały intruz. Gdy tylko starałam się wspiąć i stanąć na nóżki, on popychał mnie i uniemożliwiał próby chodzenia. Był on wychowywany bezstresowo i jego zachowanie było traktowane jako żart. Żarty jednak się skończyły, gdy pewnego dnia się wkurzyłam i z całych sił ugryzłam w brzuch. Wokół pępka miał krwawe odbicia moich małych ząbków. ;)

Czerwona czapka dorastała ze mną...
Bardzo mocno byłam związana z siostrą. Taty często nie było, dużo imprezował i jakoś niespecjalnie angażował się w nasze wychowanie. Od samego początku, odkąd pamiętam, faworyzował brata. Podobnie babcia. Zawsze brata przytulała, sadzała na kolanach, przemycała dla niego jakieś czekoladki... Mnie odtrącała, przeganiała laską i nazywała "dziurawcem" <takie starodawne określenie dziewczynki, jakby ktoś nie wiedział>. Siostra miała dużo pracy, bo studia, bo babcia, bo gotowanie, bo prowadzenie domu, bo mój brat, który zawsze coś zmalować musiał i był bardzo absorbujący.
Ja trzymałam się z boku... Robiłam "domek" ukochanej kotce z koca i taboretu, godzinami układałam puzzle, "gotowałam" błotne zupki, obserwowałam ruch chmur na niebie. Od zawsze byłam bardzo wrażliwa i miałam swój świat. Raniła mnie niesprawiedliwość... To, że gdy Mateusz zrobił coś złego, tak potrafił obrócić cała sytuację, że finalnie wszyscy się śmiali i darowali mu kary. Ja też próbowałam tak robić, ale zupełnie mi to nie wychodziło. On miksował się od obowiązków, kar, a ja obrywałam.
Moim odstresowaniem, chyba już od życia prenatalnego było ssanie kciuka. Gdy było mi źle, smutno, zaszywałam się w jakimś kącie ze swoją czapką, przytulałam ją i ssałam kciuka. Dla uspokojenia... Lata mijały, a ta forma relaksu została, z tą różnicą, że z wielkiej czapy, został malutki, wymemłany kawałek szmatki. Cumlałam tego kciuka chyba do 10-11 roku życia. Wstyd i chyba mój pierwszy nałóg... W zerówce jak mały narkoman leciałam na przerwie do ubikacji, zaszywałam się w niej i ładowałam kciuka do buzi. Choćby na minutkę, choćby na dwie.
Z tego tytułu byłam bardzo wyśmiewana wśród rodziny bliższej, jak i dalszej. To jednak nie stanowiło dla mnie wystarczającej motywacji, żeby z tym zerwać.
Momentem przełomu była moja pierwsza zielona szkoła. Bałam się, że jakaś koleżanka mnie przyłapie i w końcu udało mi się tego odruchu pozbyć.

Wychowywana przez siostrę zatraciłam prawidłowe relacje z mamą. Gdy wracała z Niemiec, nie poznawałam jej. Płakałam...
Po 2-3 latach wróciła ale ja nadal odruchowo nazywałam "mamą" moją siostrę.

Ewa skończyła studia i została nauczycielką. Rozpoczęła pracę w szkole podstawowej, do której sama uczęszczała. Tam też poszedł mój brat, a później ja. Nie mając tyle przebojowości w sobie co brat, byłam odrzucana. Zabiegałam o koleżanki, które za plecami mnie obgadywały. Dziewczyny ze starszych klas przymilały mi się tylko z racji tego, że moja siostra je uczyła i liczyły na jakieś profity z tego tytułu.

Byłam bardzo kiepska z przedmiotów ścisłych. Matematyka była przedmiotem szczerze znienawidzonym. Ogólnie orłem nie byłam. Zaczęły się porównania do siostry i brata, którzy wyniki mieli bardzo dobre. Ja odstawałam, byłam nazywana nieukiem, tumanem, debilem... Tata dawał mi takie korepetycje z matematyki, że kończyło się krzykiem, wyzywaniem, szarpaniem i biciem pasem.




Dodatkowo w mojej klasie poszła plotka... Że moja mama jest za stara, żeby być moją mamą i pewnie tak na prawdę jestem córką siostry. Był to fakt zapewne ukrywany, bo wczesna ciąża, itd. Gdy ta nowina dotarła do moich uszu, zrozumiałam, że w sumie wszystko by się zgadzało... To do Ewy mówię "mamo", to ona była ze mną od maleńkości... W tej teorii utwierdziło mnie jeszcze jedno. W rodzinnym albumie było pełno zdjęć mojej siostry z okresu niemowlęctwa, zdjęcia z tatą, z mamą... Mateusza zdjęcia. Okresy jak mama z nim była w ciąży. Moich zdjęć jakoś dziwnie brakowało. Były może 3 na krzyż. Dręczyło mnie to wszystko... Czułam, że odstaję od reszty rodziny. Czułam się mniej kochana. Pewnego dnia nie wytrzymałam i na osobności zapytałam Ewy jak to jest ze mną... Rzeczowo przedstawiłam jej swoje argumenty i wątpliwości. Siostra była zszokowana, jak ja to wszystko porozkminiałam w tej swojej kilkuletniej głowie. Zrobiła głęboki wdech, zastanowiła się i powiedziała, że przysięga mi, że nie jest moją mamą i że nigdy nie wyparłaby się takiej córki jak ja.

Uwierzyłam...

Skoro przysięgła, to musiałam uwierzyć...

6 komentarzy:

  1. Tutaj nie wykażę się zrozumieniem albowiem jestem jedynaczką od pokoleń, a zatem oczkiem w głowie rodziców, babć i dziadków. Na szczęście moja Mama pilnowała surowo, żebym nie była rozpieszczonym bachorem, obowiązkowa była selekcja zabawek dla dzieci z Domu Dziecka. natomiast walory fizyczne czyli marne włosy, okulary i tusza spowodowały, że musiałam nauczyć sie ogromnego dystansu do siebie, Mój tato wielokrotnie powtarzał: Kasia, czytaj ksiązki, ucz się, bo na urodę nikogo nie złapiesz:p Jestem więc od lat dowcipnym wesołkiem i tylko ja wiem, że w podstawówce złamano mi serce.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie zabrakło zrozumienia, że po prostu w pewnych dziedzinach jestem słabsza. Ciągłe porównywania były bardzo przykre...
    Dziękuję za komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie nudzi Ci się, że tak ciągle komentuję?

      Usuń
    2. No coś Ty! Jest mi bardzo miło, że mnie czytasz i chce Ci się napisać komentarz.
      Jest mi z tego powodu BARDZO MIŁO! :) :*

      Usuń
  3. Czytam, czytam i nadziwic się nie mogę, ze najbliżsi mogli tak się odnosić do Ciebie. Ja mam 3 mlodsze siostry, w domu sielanki nie bylo, ale traktowano nas sprawiedliwie, żadnej nie wyróżniano. To wszystko, co piszesz, ogromnie musiało sie odbić na Twojej psychice. Az wierzyć mi się nie chce, ze tak bylo-i w domu, i w szkole (te porównania!)...
    Nigdy nie patrz, jacy są inni, Ty jesteś sobą, jedyna w swoim rodzaju, zatroszcz sie o siebie, masz obok bliska osobe i nabierz dystansu do przeszłości! To chyba jest problem, ale trzeba gruba krechą odkreslic to, co bylo od tego, co teraz. Nabierz dystansu do wszystkiego ( łatwo radzic, wiem). Nie chce się wymądrzać, wybacz, ale przykro mi, kiedy czytam, co przeszlas.
    Miłej niedzieli życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... Ja już to "przetrawiłam" w sobie. Ale na tym blogu chcę zrobić takie życiowe podsumowanie tego co w moim życiu się wydarzyło. Taka forma terapii psychodynamicznej, tylko że za darmo. :P
      Potrzebuję mieć to wszystko gdzieś w jednym miejscu, a dodatkowo bardzo cenne są dla mnie uwagi osób z zewnątrz.
      Dziękuję i Tobie też życzę miłego dzionka :*
      Dziękuję za Twój komentarz :*

      Usuń