niedziela, 11 grudnia 2016

Dzięcięce strachy i kop w jaja.

Od dziecka bałam się zasypiać w ciemnym i cichym pokoju. Odruch ten zapoczątkował mój tata, który często wracał pijany do domu. Wtedy mama szybko ładowała nas do łóżek, gasiła światło i zamykała drzwi. Słyszałam kłótnie, obijanie ojca o meble, bełkot... Nigdy nie rozumiałam tego, że działałam na niego jak płachta na byka. Moje rodzeństwo nie, wobec nich zachowywał się normalnie. Ja wzbudzałam w nim jeszcze większą agresję. Gdy tylko mnie widział w stanie upojenia, zaczynał krzyczeć, szarpać mnie, wyzywać od tumatów... Dlatego mama głównie mnie chowała do tego pokoju i zamykała. A ja w ciszy czekałam aż tata wróci i w duchu modliłam się, żeby poszedł od razu do siebie, nie zahaczając o mój pokój.
Była też jedna sytuacja bardzo krępująca dla mnie. Miałam 11, 12 lat, brałam prysznic. Tata wcześniej niż zwykle wrócił do domu, otworzył drzwi łazienki na oścież, oparł się o futrynę i gapił się na mnie. Stałam jak wryta, czułam, że policzki mi płoną żywym ogniem. Zasłoniłam newralgiczne miejsca ale on wtedy wybełkotał:
-Nie zasłaniaj się. Weź ręce. No... Widzę, że już nie jesteś mała dziewczynką. Już robi się z ciebie kobieta...
Myślałam, że umrę ze wstydu... Mama w miarę szybko odciągnęła go i zamknęła łazienkę ale dla mnie była to cała wieczność. Mój lęk przed tatą i jego powrotami nasilił się...
Do dziś zasypiam przy włączonym telewizorze, bo boję się ciemności i tej złowrogiej, w moim odczuciu ciszy...

Pierwsze, na prawdę pierwsze ataki paniki jakie pamiętam, pojawiły się w podstawówce.
Bardzo zabiegałam o to, żeby grupa rówieśnicza mnie lubiła. Niestety moje "przyjaciółki" często mnie olewały, obgadywały, nagle przestawały odzywać. Chyba wyczuwały, że jestem słaba psychicznie i nie traktowały mnie z szacunkiem. W drodze ze szkoły pamiętam, że raz na jakiś czas łapał mnie ogromny ból brzucha. Ból, który wywoływał mroczki przed oczami i zginał w pół. Często kończył się biegunką, tam gdzie stałam. Trwał kilka-kilkanaście minut, siadałam wtedy na ziemi i przeczekiwałam. Nie wiedziałam co to jest i skąd się bierze.

Jeśli już przy podstawówce jesteśmy, to miałam kolegę Sebastiana, z którym wracałam do domu. Jego rodzice byli mega bogaci. Willa z basenem krytym, sauna, garderoby, te sprawy. Moja mama lubiła się z jego mamą i przez to byłam poniekąd zmuszana do kumplowania się z Sebastianem.
Nie lubiłam go. Był typowym, zarozumiałym jedynakiem, który miał wszystko i był w każdej kwestii naj. Dodatkowo znalazł sobie we mnie kozła ofiarnego i przez lata mnie dręczył, głownie podczas tych naszych wspólnych powrotów. Rzucał we mnie kamieniami, szarpał, przewracał, zimą tarzał w śniegu, nacierał twarz bryłami lodu, wrzucał śnieg za bluzkę. Kurde, dzieciak miał coś z psychiką. Mówiłam mamie co jest grane, że nie chcę go odwiedzać i że mnie bije, ale mama uważała, że przesadzam i wydziwiam. Że to takie "zaloty" tylko są. Gdy pokazywałam siniaki i zadrapania, twierdziła, że to chłopak i po prostu nie ma wyczucia.
Olała temat.


Pewnego dnia miałam u Sebastiana zostać do którejś tam godziny, bo mama musiała coś załatwić. Nie podobał mi się ten plan ale nie miałam wyboru. Okazało się, że u niego była wolna chata. Miałam okazję poznać jego kilka lat starszego przyrodniego brata. Obydwaj zarzucili temat żebyśmy się ukąpali w basenie. Nie za bardzo chciałam, bo nie umiałam pływać i nie miałam stroju, ale oni zdecydowali, że założę kapok i będzie. Nie umiejąc się sprzeciwić, zgodziłam się. Odziana w majtki i kapok wlazłam do basenu i zaczęło się... Podtapianie, wyśmiewanie...
Ale to co najgorsze było później. Wylazłam z tego basenu zdjęłam kapok i majtki, założyłam suche ciuchy, spódniczkę... Chłopcy wpadli na wspaniały pomysł, żeby poskakać na trampolinie. Nie chciałam ale wywlekli mnie na siłę do ogrodu i wrzucili na tą machinę. Sprytnie zauważyli, że nie mam na sobie majtek i stwierdzili, że urządzą sobie darmową lekcję biologii. Jeden trzymał mnie za ramiona, a drugi w tym czasie rozkładał mi nogi do pozycji ginekologicznej i z fascynacją patrzyli co też tam ja-dziewczyna mam, później się zmieniali. Nie umiem nawet opisać wstydu, odrazy i nienawiści jaką wtedy czułam.

Nie zważając na nic, przy nadarzającej się okazji, wyrwałam się im i uciekłam do domu. Czekałam pod drzwiami na powrót mamy. Była na mnie zła, że wróciłam wcześniej i w dodatku jestem przemoczona. Powiedziałam jej co się wydarzyło, ale znów mnie olała.
-Oj, to taki wiek. Wiesz, chłopcy są ciekawscy, interesują się dziewczynkami. Przecież tak na prawdę nic się nie stało. Nie przesadzaj.
No poczułam się paskudnie. Poszłam do swojego kolegi z podwórka, wyżaliłam mu się i zapytałam co mam zrobić w takiej sytuacji. Narodził się między nami dialog:
-Ja bym burakowi mordę obił... Słuchaj, wiesz gdzie są jaja?
-Jakie jaja?
-No wy... dziewczyny... No nie macie "tam" nic. A chłopaki mają jaja i siuraka...
-NO WIEM! DOBRA!- obydwoje oblaliśmy się rumieńcem.
-No, to metoda jest prosta. Jak kolejny raz cię ten debil zaczepi, to kopnij go najlepiej z kolana w jaja. Z całej siły.
-I to coś da?
-Nooo... Gwarantuje ci, że da.

Rada przyjaciela była na miarę złota. Cóż innego mi pozostało? Miałam dość tego znęcania, które trwało od 3 lat, praktycznie dzień w dzień.
Następnego dnia chciałam sprawdzić metodę. Oczywiście Sebastian zaczął swój stały plan. Zaczął mnie wyśmiewać, komentować moją "cipkę" i szturchać. Moja złość sięgnęła zenitu. Ile miałam tylko siły, kopnęłam go w jaja. Byłam zszokowana skutecznością metody. Chłopak padł na ziemię, skomląc i trzymając się za krocze. Uśmiechnęłam się szyderczo i poszłam do domu, zostawiając go płaczącego, ze zgniecionymi genitaliami.

Niecałą godzinę po tym wydarzeniu zadzwoniła mamusia Sebastianka ze skargą, że POBIŁAM jej syna. Że może być przeze mnie bezpłodny i jak ja w ogóle śmiałam! Na nic zdały się moje tłumaczenia. Dostałam karę i miałam go przeprosić. I tu się zbuntowałam. JA MAM PRZEPRASZAĆ JEGO?! Kara nabrała jeszcze większy wymiar ale miałam to gdzieś. Ja się tylko broniłam!
Następnego dnia Sebastian był dla mnie baaardzo miły, nawet mnie przeprosił. Nękanie skończyło się na dobre.
Wystarczył jeden, dobrze wymierzony kop w jaja. Że też wcześniej na to nie wpadłam...



5 komentarzy:

  1. Czasami zbyt pozno do nas dociera, ze taki kop w jaja potrzebny i daje nam kopa:) Ale lepiej pozno niz wcale!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też uważam, że nie do każdego umysłu docierają słowa i perswazja. Nie rzucajmy pereł przed wieprze!
    Z dzieciństwa pamiętam jakiś kryminał, gdzie sparaliżowaną kobietę straszył jej były mąż przesuwając po parawanie rękawiczki w kratę????Od tamtej pory bałam się patrzeć na karnisz i zasłonięte zasłony, bo a nuż rękawiczki się pojawią???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to film nie dla dzieci był! ;)

      Usuń
    2. A mnie wszystko było wolno, rodzice nie uznawali zakazów poza zdrowotnymi:p
      Jako dziesięciolatka oglądałam" Ostatnie Tango w Paryżu" ale nic nie zrozumiałam:D

      Usuń