czwartek, 1 grudnia 2016

(Nie)Ogarnięta

Dzisiejszy dzień znów zaczął się średnio...
Obudził mnie kolejny koszmar, po którym bałam się już zamykać oczy, mimo że powieki same klapały w dół. Tematyka od jakiegoś czasu bardzo podobna.

Dom rodzinny, rodzice, śmierć, ucieczka, płacz, ból.

Są to sny tak realistyczne, że aż ciarki mnie przechodzą na same wspomnienie.

I tak, obudziłam się w nastroju nie najlepszym ale doszłam do wniosku, że im dłużej będę zalegać w łóżku, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w ogóle z niego wyjdę. Zmobilizowałam się i wypełzłam. Co mi tam! 
"Trochę" zniechęcił mnie wygląd mieszkania. Perspektywa mycia naczyń, zmiany pościeli, gotowania obiadu i ogólnie, że pora garnąć się do życia nie napawał mnie optymistycznie. Te wszystkie "obowiązki" urastają w mojej głowie do rozmiarów zdobycia Mont Everestu. Moja psychika działa dziwnie, dzieli najdrobniejsze czynności na czynniki pierwsze i we wszystkim znajduje jakieś "ale".

Bo na przykład:
*sterta brudnych garów? Po co to myć, jak i tak się zaraz nazbierają kolejne...
*niepościelone łóżko? Po co ścielić, skoro zaraz wieczór i znów trzeba wyciągać pościel. No zbędny   wysiłek...
*po co się ubierać? Do wieczora szybko zleci i znów trzeba się przebrać w piżamę.
*po co się myć? I tak siedzę w domu.
*po co gotować obiad? I tak się wysra. Lepiej zjeść jakieś kanapki.

Zastanawiam się, czy ludzie zdrowi psychicznie też mają takie dylematy?
Czy proste czynności też tak sobie komplikują?
Z moich obserwacji wynika, że nie. Coś trzeba zrobić i to robią mechanicznie, odruchowo. Jest to dla mnie niezwykłe z jaką łatwością im to przychodzi.

Najlepsze jest też to, że ja też tak umiem! Przez tydzień fajnie zaczął mi któryś z leków działać. Miałam chęć do działania. Umyłam okna, wysprzątałam mieszanie na błysk, zrobiłam przegląd szafy, każdą szafeczkę wypucowałam, poprzeglądałam kabelki, wyczyściłam... Tak o! Pstryk! Jest myśl: "zrobić to i to" i robię. Bez zastanowienia. Mam siłę, moc, energię i robię. Ustały lęki.
Ależ ja miałam nadzieję, że będzie lepiej. Że będzie normalnie i dobrze.

No niestety nie jest tak różowo. Nie jest aż tak tragicznie jak bywało ale zmuszam się. Wczoraj się nie zmusiłam i podle się z tym czuję. Wczoraj, prócz siedzenia przed kompem i umyciem kilku szklanek nie zrobiłam NIC!

Dziś jest lepiej... Wzięłam prysznic, ogarnęłam łoże, pomyłam naczynia, tworzę obiad, pralka robi pranie. Niewiele ale lepsze niż nic.






Wstyd mi.

Bardzo mi wstyd za to jaka jestem. Za to, że przez narastające lęki musiałam zrezygnować z pracy. Za to, że nie zarabiam. Wstyd mi przed rodziną, znajomymi, przed Mężem. Wiem, że wielu ludzi interpretuje to jako lenistwo. Nie wchodzę już w polemikę. Każdy ma prawo do własnego zdania.
Powiem tylko w ten sposób:

Z wielką chęcią zamieniłabym się miejscem ze zdrową osobą na tydzień. Oddałabym jej swoje lęki, ataki paniki, bóle żołądka, biegunki, utraty przytomności, dygoczące kończyny, dudniące serce, ścisk w gardle. 

Tak, z chęcią bym się zamieniła. I po takim tygodniu w mojej skórze byśmy sobie znowu pogadali...
Łatwo jest oceniać innych przez pryzmat siebie, osoby zdrowej. Gorzej gdyby to właśnie Ciebie dotyczy.
Zdaję sobie równocześnie sprawę z tego, że ludzie mają gorzej. Cierpią bardziej. Ja to wiem! 
Ale wiecie co jest w depresji najgorsze?

Brak nadziei na lepsze jutro.

Gdy depresja trwa kilka lat, traci się perspektywy, wygasają marzenia, zawęża się sposób patrzenia na świat. Nie wybiega się w przyszłość, bo przyszłość widzi się w ciemnych barwach albo... nie widzi się jej wcale. W pewnym momencie jedyne o czym się myśli to śmierć.

Ale ja chcę żyć. Po prostu czasami brakuje mi promyczka nadziei...


2 komentarze:

  1. *sterta brudnych garów? Po co to myć, jak i tak się zaraz nazbierają kolejne...
    *niepościelone łóżko? Po co ścielić, skoro zaraz wieczór i znów trzeba wyciągać pościel. No zbędny wysiłek...
    *po co się ubierać? Do wieczora szybko zleci i znów trzeba się przebrać w piżamę.
    *po co się myć? I tak siedzę w domu.
    *po co gotować obiad? I tak się wysra. Lepiej zjeść jakieś kanapki.


    CAŁA JA.....
    Nie mowiąc juz o tym, ze codziennie mowie sobie, ze JUTRO BĘDZIE INACZEJ, JUTRO ZROBIE TO I TAMTO... i te jutro niestety nigdy nie nadchodzi....

    - ElF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera... a już myślałam, że tylko ja tak mam. Raźniej mi, dzięki! ;)

      Usuń