wtorek, 24 stycznia 2017

Milutkie spotkanka w rodzinnym gronie.

Nie lubię jeździć do domu rodzinnego...
I źle się z tym czuję... Czuję wyrzuty sumienia z tego powodu.
Nie powinno tak być...

Pojechaliśmy w odwiedziny i na ciasto z okazji moich imienin.
Po południu, gdy mieliśmy się powoli zbierać do rodziców serce zaczęło walić mocniej, szybciej, niespokojnie. Zaczęłam drgać od środka. W brzuchu zaczęła się rewolucja. Wycieczka do WC też była. Mąż się lekko zmartwił.

-Co się dzieje? 
-Nie chcę tam jechać...
-Ale przecież jedziemy tylko na 2-3 godziny. Czemu tym się denerwujesz?
-Nie wiem... To nie ja... Ja nad tym nie panuję... To mój organizm tak się dziwnie zachowuje...

Na prawdę nie wiem Kochany Mężu dlaczego nadal tak reaguję. Nie potrafię Ci tego racjonalnie wytłumaczyć.

Łyknęłam relanium i pojechaliśmy.
Tata baaardzo nerwowy i uszczypliwy <po raz setny rzuca palenie i daje w dupę>, trzeba było chodzić na paluszkach. Ostentacyjnie kaszlał, wszystko mu przeszkadzało. To że palę e-papierosa, to że mama złą sałatkę zrobiła, że wynalazki, że światło zapalone, a rachunki wysokie, itd.
A już sercem mi ścisnęło do bólu, gdy zjedliśmy szarlotkę, którą mama upiekła <bardzo dobra zresztą>, a po dłuższej chwili tata zrobił skwaszoną minę.

-Co jest? Zgagę masz?
-No... Pieprzony placek!
-...
-Lepiej jakbym gówno zjadł, zamiast tego ciasta. Przynajmniej nic by mi nie było.
-Bardzo miło mi to słyszeć.

Mamie zrobiło się przykro...
I mnie tym samym też.
Faktycznie, ojcu często przydałoby się jamę usta czymś zakneblować, bo jak coś palnie, to jak chory w nocnik.

Nie rozumiem jak można takimi pierdołami się ranić. Na każdym kroku. To jakiś cholerny krąg. Mama rani mnie swoimi przytykami, mamę rani ojciec i tak w kółko. A mnie się już ulewa z tego jadu. Dlatego nie lubię tam jeździć.
Nie lubię siedzieć jak na szpilkach, wyczekiwać sprzeczek. Oni nie potrafią się ze sobą normalnie komunikować. Tylko wrzeszczą i wypominają sprawy sprzed 30 lat.
I tym sposobem z rozmowy o wymianie okien, robi się pyskówka z wywlekaniem starych brudów.
Jeśli już MUSZĄ to niech sobie skaczą do gardeł, ja już wiem że nic na to nie poradzę <próbowałam>, ale czy aż tak ciężko wytrzymać w normalnej atmosferze te 2-3 godziny, raz na 2-3 tygodnie, gdy przyjeżdżam do nich w odwiedziny?
No najwidoczniej nie da się...

Wypominanie to paskudna cecha. Wypiłam ją "z mlekiem matki". Od dziecka byłam karmiona opowieściami jaką babcia była podłą teściową dla mamy, jaki ojciec pijus i patol, jaką rodzina ojca zrobiła z niej kurwę, jacy oni wszyscy źli, podli i okrutni dla mojej matulki. W wieku 10 lat znałam już na pamięć wszystkie historie i koligacje rodzinne. Wiedziałam w co mama wbije w szpile przy konkretnym temacie rozmowy. Wszystko to miałam obcykane i z precyzją jasnowidza przewidywałam nadchodzącą burzę.

Najgorsze było to, że gdy tworzyłam już swój związek, chcąc/nie chcąc powielałam schemat, który wpoiła we mnie mama. Wypominałam, wierciłam dziurę w brzuchu, rozgrzebywałam, masochistycznie rozdrapywałam rany w kłótniach z Wojtkiem.
Po ślubie dopiero zaczęłam to widzieć i powiedziałam DOSYĆ!
Nie chcę być taka jak mama!
Odcinam przeszłość grubą kreską. Wojtek zranił mnie mocno ale zgodziłam się na ślub, prawda? W takim razie WYBACZAM i ODCINAM SIĘ OD PRZESZŁOŚCI! Poza tym przecież sama świętoszką nie byłam i nie jestem. Tak w życiu już jest, że czasami ludzie, którzy się kochają ranią... Bardziej lub mniej celowo.
Było to bardzo trudne ale chyba mi się udało...
Z żalem jednak stwierdzam, że moja somatyka zaczyna szaleć już na samą myśl o odwiedzinach rodziców.

Odwykłam od ich zachowań, toksyczności i żalu.
Odwykłam i za nic w świecie nie chciałabym na nowo się przyzwyczajać.

12 komentarzy:

  1. Trzeba omijać szerokim łukiem, chociaż to rodzice. Nie zmienią się już, tak jak mój były nigdy się nie zmienił. A o higienę psychiczną trzeba dbać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem... Ale nie umiałabym całkowicie zerwać kontaktów. Mieszkamy blisko siebie i tak ograniczyłam nasze spotkania do minimum. Ech... trudny temat i ciężko tu na chłodno podejmować decyzje... :(

      Usuń
    2. Ale może wtedy do rodziców coś by dotarło? To taki luźny pomysł, bo przecież nie znam dokładnie sytuacji:)

      Usuń
    3. Kochanie, ja próbowałam już wszelkich metod. Po mojej wyprowadzce nie było mnie w domu ze 3 miesiące. Zero refleksji, tylko wyrzuty. Moje płacze, tłumaczenia, prośby na nic. Za każdym razem słyszę, że jestem przewrażliwiona, cuduję, robię z igły widły i zaczyna się stała śpiewka pt. "jak JA bym się tak BYLE CZYM przejmowała jak ty, to bym dawno zwariowała.". Brzmi to o tyle zabawnie dla mnie, że od lat leczę się właśnie psychiatrycznie. ;P
      Wiem, że radzisz mi od serca i dziękuję Ci za każdy pomysł, komentarz. <3 :*

      Usuń
  2. Kiedy żyli rodzice, odwiedzalam ich w wakacje. Głównie ze względu na mamę, bo relacje z ojcem byly górze niz zle. Jechalam tam z mieszanymi uczuciami. Mimo ze miałam 30-40 lat, przed wyjazdem czułam się zle, bolal mnie brzuch, glowa. Z jednej strony chciałam jako corka "wypełnić obowiązek" (brzydko to brzmi) i miec to juz za sobą, z drugiej wcale bym nie jechala. Dlatego doskonale Cie rozumiem. Nie chciałoby sie zrywac kontaktów, ale czasem cala sytuacja nas przerasta i na zdrowiu się odbija, niestety:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, mam dokładnie takie same odczucia jak Ty... Cholernie to przykre i łatwo powiedzieć "odetnij się", w praktyce nie jest to takie proste. Pojawiają się wyrzuty sumienia, zwłaszcza że moi rodzice są mocno wiekowi i nie wiadomo ile im życia pozostało. :(

      Usuń
  3. Nerwko,toksyczni są ci Twoi rodzice,niestety....przepraszam,ze to napiszę,ale oni odpowiadają za Twoje problemy z psychiką.Tak to postrzegam.Może zwyczajnie ogranicz te odwiedziny do minimum.To nie będzie proste,ale musisz sama zadbać o siebie,skoro za każdym razem masz scisniety żoładek a tatuś raczy chamstwem na każdym kroku-to odpuść...przestan chodzić do nich.Twoje zdrowie i samopoczucie jest bardzo ważne.
    Pozdrawiam cieplutko:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ograniczyłam kochana... I nie masz za co przepraszać, bo ja wiem o tym. :( Ale mimo wszystko to są rodzice, kocham ich. A mama jest niestety dodatkowo mistrzynią manipulacji i potrafi wzbudzić we mnie straszne poczucie winy. Nie zmienię tego... też to wiem. :(

      Usuń
    2. Sorry teraz doczytalam komentarze....no tak,ciężko z takimi ludźmi dyskutować,skoro odbierają Cię za przewrażliwioną,że cydujesz.. Jak mnie takie podejscie wpieprza!!!
      Pasowałoby zapytać,czy ich zachowanie wg nich jest NORMALNE?Bo to co opisujesz,wskazuje ze jednak NIE..i to oni powinni chodzić na terapię rodzinną i leczyć te swoją toksyczność....

      Usuń
  4. Nie da się dyskutować, bo to ja jestem "nadwrażliwa" i "świrnięta". Daj spokój 75 letni tata i 68 letnia mama na terapię nie pójdą. Nie wierzę, żeby był taki spec co by umiał im pomóc, a co gorsza oni nie uważają, że to w NICH jest problem, tylko we mnie. I tu jest pies pogrzebany... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama ma 76 lat a tato 83...Mama to zloty człowiek,tylko mega naiwny,ojciec (tez sporo popijal dawniej..)pamiętam jego ciągi alkoholowe,smród przetrawionej wódy...tez bywal bardzo agresywny....Ale to moja Mama trzymala caly dom,pracowała po godzinach dodatkowo w soboty byla lawnikiem w sadzie,wiecznie jej nie bylo....Ale jak juz byla,to bylo cudownie,rozmawialysmy godzinami...
      Masz rację w tym wieku nic juz nie da sie zrobić...Nerwko po prostu kieruj się intuicją,wybieraj mniejsze zło

      Usuń
  5. W moim domu mama była zastraszona przez ojca, posłuszna i uległa. Niestety obydwoje dali mi odczuć, że byłam dzieckiem z wpadki... :( Mechanizmów myślowych u starszych ludzi nie zmieni młoda osoba, za duża różnica pokoleń. Dla nich jestem głupia i na niczym się nie znam.

    OdpowiedzUsuń