czwartek, 12 stycznia 2017

Zjazd

Od czterech dni gniję...
Budzę się koło 9-10tej, włączam tv, coś zjadam i idę leżeć dalej.
I leżę... Czytam, siedzę na necie... Leżę...
Gdy zegarek wskazuje 14:30 pozoruję normalność, bo Mąż niebawem wróci z pracy. Pozory, to ubranie wczorajszego ubrania, zaścielenie wyra i umycie garów, które piętrzą się od dnia poprzedniego, ugotowanie czegoś na obiad...
I leżę dalej...
Gniję, śmierdzę, nic mi się nie chce...
Mam mdłości, lęki, serce wali ponad 100 na minutę, chce wyskoczyć z piersi...
Włosy nie potrzebują żelu, układają się same pod wpływem niemycia, paznokcie są obdrapane, obskubane z lakieru w sposób obrzydliwy...
Moja matka usiłuje się do mnie dodzwonić od dwóch dni... Nie odbieram. Nie mam ochoty, nie chcę. Męczą mnie jej pesymistyczne opowieści, jej oskarżenia, jej szpiegowanie co zrobiłam na obiad, co robię, gdzie jestem. Moja mama dobija mnie jeszcze bardziej... Przepraszam ale nie chcę być niemiła... Dlatego nie odbieram.
Jestem dobita. Leki postanowiły nie działać. Moja głowa znów jest zasypywana milionem negatywnych myśli. Wszystko jest bez sensu.
Przeszłam w tryb offline.


Klecę tą notkę od wczoraj. Coś napiszę, zaraz kasuję. Zaczynam znowu pisać, czytam i kasuję od nowa. Z jednej strony chcę coś z siebie wyrzucić ale z drugiej się boję i czuję bezsens. Kogo to obchodzi? Gorzej ludzie mają i żyją... Żałosna jestem na całej linii.

Telepie mnie na samą myśl, że znów będę musiała iść do lekarza i testować kolejne specyfiki, które są o kant dupy rozbić. Od wczoraj zastanawiam się nad tym, dlaczego nie mam możliwości w naszym cudownym kraju do eutanazji. Z miłą chęcią oddałabym swoje w zasadzie zdrowe organy, komuś kto chce żyć. Po co mają one we mnie niszczeć i się marnować? Przecież to nie ma sensu...
Zwłaszcza, że mój zły stan nie trwa tydzień, rok, pięć, tylko dziesięć. I nie mam już w sobie nadziei na ozdrowienie. W moim życiu chujnie przeplatają lepsze momenty. Przebłyski, chwile. Ale są to dosłownie krótkie, ulotne sekundy. Cała reszta to czarna rozpacz, podczas której nawet już łez nie ma.
Co ja mam zrobić ze swoim życiem? Nadal uprzykrzać je najbliższym i czuć się tylko ciężarem? Wydawać kasę na kolejnych lekarzy, którzy rozkładają ręce? Poddać się elektowstrząsom? Iść na oddział zamknięty?

Nie wiem... A skoro nie wiem, idę gnić dalej...

***

Uff... Wczoraj mi się ulało ale dziś nastrój lepszy... PMS chyba mnie ogarnął i zawładnął moim mózgiem.
W końcu odebrałam telefon.
-Cześć. Przykrzy mi się... A tobie nie?...
Serce mi się ścisnęło... Przepraszam mamo, że czasem nie odbieram. Nie chcę być niemiła, nie chcę wybuchać na Ciebie. Przelewać złych emocji... Czasem nie mam siły na słowa, które do mnie kierujesz...
Dziś dowiedziałam się od matuli, że zmarła kolejna sąsiadka, że kuzynka mojego taty, to mega sucz <wysłuchuję tych litanii od dziecka...>, że sąsiadka nie oddała tacie dwóch stów i już raczej nie odda z powodu wyżej wymienionej śmierci, że mamy bratanica złapała półpaśca... Jak zwykle ogrom pozytywnej energii.
Ale osiągnęłam spokój w końcu i byłam w stanie normalnie rozmawiać. Wczoraj było to niemożliwe.

Zupa się gotuje, termofor przyjemnie grzeje zbolały brzuch, a ja oddaje się muzyce.
Nie lubię tego co hormony ze mną robią. Nie lubię tego co się dzieje przez ponad tydzień w miesiącu. Teraz już wiem dlaczego najwięcej kobiet popełnia samobójstwa właśnie w tym czasie. Tyle dobrego, że ja wtedy nie jestem agresywna, zdecydowanie bardziej depresyjna. Ale za to depresyjna do szpiku kości.
Gdy już ból piersi, krzyża i podbrzusza wwierca się powodując biegunkę i "zalanie krwią", czuję jak całe te negatywne emocje ze mnie zaczynają uchodzić... Dziwne, prawda? Okres raz w miesiącu, to zdecydowanie za często. Przynajmniej dla mnie.

30 komentarzy:

  1. Nie wiem, co napisac:( Jestem, nie zazdroszcze, ale moge poradzic. Wyrzucaj z siebie te zle myśli,uczucia, bo to pomaga! Pisz, pisz, pisz-ulga dla duszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne jest to, że jesteś, czytasz, odpisujesz... Nawet nie wiesz jak wiele to dla mnie znaczy. :*
      Będę pisać. Czasem mam tylko spadek motywacji i zadaję sobie pytanie, właściwie po co pisać? Ale mam nadzieję, że to chwilowa załamka.
      Pozdrawiam Cię cieplutko i dziękuję! :)

      Usuń
    2. Pisz Kochana :*Tobie to przynosi ulge,a nam pozwala Cie lepiej poznac.
      Jestesmy z Toba :*

      Usuń
    3. Dziękuję Ci bardzo za te słowa... :*

      Usuń
    4. no ja tez nie wiem co pisac
      chroby ciała jakies łatwiejsze...

      Usuń
    5. Nie generalizowałabym tutaj chorób na łatwiejsze, czy trudniejsze. Każda może dać w dupę, wyponiewierać i wypluć. Każda jest do dupy.
      Ha! TY nie wiesz co pisać? T-Y? Baaardzooo śmieszne! ;P

      Usuń
  2. Ja tez nie cierpie tego tygodnia w miesiacu!
    Jestem wtedy zla,placzliwa i byle glupstwo doprowadza mnie do szalu.Potem przychodzi okropny bol,biegunka...a emocje opadaja. I tak w kolko.
    Trzymaj sie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... Widzę, że nie jestem sama w tych cierpieniach... :( Trzymaj się kochaniutka. Fajnie, że piszesz. :*

      Usuń
    2. Dziewczyny, w moim wieku walczy sie o każdy okres:ppppp

      Usuń
    3. To powalcz za mnie! ;) Ja właśnie skończyłam prasowanko. Teraz sprzątanko i gotowanko. W planach mam zrazy. Dość ambitnie. Nie wiem co mi z tego wyjdzie. :P

      Usuń
  3. Ja z okresem jestem zaprzyjaźniona, a to inne emocje Twoje rozumiem, jak masz ochotę- pisz maila! Trudne jest to nasze leczenie, ale naprawdę czasami udaje się prawie idealnie dobrać leki....mam zjazdy i leki, ale o wiele mniej nasilone i mam w razie czego tabletkę na pociechę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Na szczęście jest już lepiej. Będę musiała się jednak skonsultować z lekarką i zobaczyć co ona mi powie na mój stan. A co to za magiczna tableta? Zdradź proszę... ;)

      Usuń
    2. Ja się ratuję relanium i hydroxyzyną ale mnie lekarze się już boją benzo przepisywać, bo mam duże predyspozycje do uzależnień. o_O

      Usuń
    3. Hydro brałam, ale nie działa szybko, natomiast po relanium to zapadam w sen zimowy:P
      W Katowicach jest świetny psychiatra, dr Marek Krzystanek, znam Go z czasów pracy w firmie farmaceutycznej, przyjmuje też prywatnie, może warto byloby sie z Nim skonsultować?

      Usuń
    4. Katowice to dla mnie trochę za daleko. Poza tym teraz mam dobrą opiekę u tej Pani, do której chodzę. Na mnie hydro działa minimalnie, wcale lub wręcz rozdrażniająco. A relanium to jak placebo. To znaczy jakoś działa ale nie odczuwalnie. Zdecydowanie jednak odczuwam jak próbuję je odstawić. ;)

      Usuń
    5. gdzie za daleko?????
      toż z Lublina dobry rzut beretem:p

      Usuń
    6. Z Krakowa Pani Gapo. :D

      Usuń
  4. Cześć,
    Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu. Pisałaś, że próbowałaś terapii ale nic ci nie dała ? Może powinnaś jeszcze raz spróbować. Mnie depresja doprowadziła do naprawdę okropnego stanu, było mi już wszystko jedno nic mnie nie cieszyło. Ta apatia to jakiś dramat, nie sądziłam że to możliwe. Skończyło się na szpitalu, żeby wyjść z niego szybciej, ogarnęłam terapie. Terapia grupowa trwała trzy miesiące, dzień w dzień "pranie" brudów. To była mega trudna terapia, ale stwierdziłam, że jak to nie pomoże to i tak zawsze mogę się zabić ;-)Nie jest idealnie, ale to chyba nie tak ma być, ma być po prostu życie. Pomyśl, same leki oczywiście pomogą, ale nie leczone problemy i tak zaatakują. Jak czytałam Twoje wspomnienia z dzieciństwa to naprawdę miałam ciarki na całym ciele, część rzeczy rozumiałam a przy innej po prostu się popłakałam. Okazja ci sprzyja obecnie nie pracujesz, to nie musi być oczywiście grupowa terapia chociaż ta przyznam ma niesamowitego kopa, że wow. Trzymam za Ciebie kciuki :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! :)
      Bardzo mi miło, że czytasz. Tak, terapia psychodynamiczna nic nie dała, grupowej nie spróbuję, bo już zaczęłam dorywczą pracę i nie dysponuję czasem 5x w tygodniu. Zastanawiam się nad indywidualną ale w nurcie behawioralno-poznawczej. Niestety funduszy brak, a na NFZ czas oczekiwania to rok, półtora minimum.
      Dziękuję Ci bardzo za komentarz i wsparcie Aniu. :)
      Pozdrawiam ciepło :*

      Usuń
  5. Jestem i zostanę 😊
    Trudna to choroba. Moja mama cierpi na depresje o kilku lat. Obserwuję ją i podziwiam, że mimo wszystko nadal potrafi znaleźć w sobie siłę do "bycia".
    Jeśli pisani przynosi ulgę, to pisz jak najwięcej! ☺ trzymam kciuki!

    Ps. Nie cierpię okresu!!! Wychodzi wtedy ze mnie zołza 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! :*
      To prawda... ogólnie choroby psychiczne są trudne, bo wielu ludzi ich nie rozumie. Nie widać choroby, to pewnie sobie wymyśla/chce usprawiedliwić swoje lenistwo. Niestety nadal panuje taki schemat myślowy. :(
      Dziękuję, będę pisać tylko chwilowo brak mi natchnienia i czasu. ;)
      A idź mi z tym okresem... Tfu! Niech najlepiej nie wraca. :P
      Pozdrawiam Cię serdecznie :*
      Rozgość się;)

      Usuń
  6. Doskonale Cie rozumiem. Dorastalam ogladajac mame ktora cierpiala na depresje... ktora przeszla na mnie.. trzymaj sie ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że napisałaś... Mam nadzieję, że znajdziesz siłę na pokonanie tego dziadostwa. :*

      Usuń
  7. Żałuję,że dopiero teraz tutaj zajrzałam.Nerwko,ja pare lat temu miałam nerwicę lękową,to jest gorsze niejednokrotnie od cierpienia fizycznego...Doskonale wiesz o czym piszę.Dlatego bardzo Ci współczuję "zajebistego"samopoczucia...mi pomogla pani psychiatra-psychoterapeuta.Zazywalam jakis lek (nazwy nie pamiętam)lepiej się po nim czułam,po pól roku zaczelam pomału schodzić na mniejsze dawki.W tamtym czasie dużo mi daly rozmowy z panią doktor...
    Przed okresem wszystko mnie wkurw.....i byle g...o mnie irytuje.Oczywiście ze mam obniżony nastrój...A zażywasz Wit.D?Ja od miesiąca zażywam,ponoc jej niedobór tez wpływa negatywnie na nasze samopoczucie.
    Ciepłe pozdrowienia śle.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz czego żałować. U mnie zawsze jest miejsce dla Ciebie. Lepiej późno, niż wcale. ;)
      No właśnie witaminy D nie zażywam, faktycznie pomyślę o tym.
      Widzisz, u mnie jest najpewniej problem z neuroprzekaźnikami, które się popierdoliły do reszty podczas burzy hormonów w okresie dorastania.
      Jak tylko schodzę z leków zaczyna się ponowna deprecha i nerwica.
      I tak w koło Macieju... :/
      Ściskam i życzę samych dobrych dni! :*

      Usuń
  8. A magnez zażywasz?Taka niby "pierdoła"a ma niesamowit wpływ na nasz organizm.Tylko uwaga-poczytaj sobie w necie,bo te dawki na ulotkach ,to jest śmiech w pustej sali...Ja zażywam magnez forte z Olimpu i nie 1 dziennie ,jak wskazują na ulotce,tylko dwa lub trzy razy dziennie-a w ciąży to moj gin.polecil mi zażywać i 4 razy dziennie te konska dawkę.Podobnie z Wit.D...polecam D-Vitum forte (kapsulki z olejem lnianym-lepsza przyswajalność).Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za porady. U mnie z magnezem jest ten problem, że mam biegunkę po nim, a przy mojej niedowadze jest to bardzo niepożądany skutek.:/ Przy tak wysokich dawkach jakie podajesz, to bym się chyba usrała po szyję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha,fakt,lepiej nie brać niz byc usranym po szyję:-)
      Zazdroszczę Ci niedowagę,u mnie wręcz naprzeciwko...:-(

      Usuń
    2. Zazdrościsz? Oj, nie ma czego... 47 kg przy wzroście 164, to na prawdę nie jest nic do zazdroszczenia. :/ Na szczęście już dobijam do 53. :)

      Usuń