piątek, 10 lutego 2017

Love Story cz.1

Źle mi...
Te ostatnie słowa mamy zapadły w moją głowę i spowodowały, że źle mi ze sobą.
Dobrze wie jak działa na mnie temat eks Wojtka, ile wycierpiałam przez to, no ale musiała... Musiała swoje trzy grosze wsadzić.

Od wczoraj nic mi się nie chce, zalegam w wyrze, porządków ni ma, prania ni ma, obiadu ni ma, zwała...
Dziś doszłam do wniosku, że "zasłużyłam" na dawkę bólu. I tak jestem obolała, bo okres tuż tuż ale postanowiłam, że pokatuję się bardziej.
Nie chodzi tu o piękny wygląd, czy lepsze samopoczucie, bo czuję się jak kupa gówna. Chodziło mi wyłącznie o sprawienie sobie bólu.

Odkopałam więc swój depilator i zaczęłam męczyć nogi, uda są dla mnie bolesne dość mocno, więc na nie nałożyłam szczególny nacisk, później ręce, bo kto mi zabroni? Zawsze to więcej szpileczek. Pachy? Czemu nie... Mało. A może by tak...?
Nooo... to musi boleć zajebiście. Bomba!
Zrobiłam sobie "cudowne" hoolywoodzkie bikini. Krew się polała, popuchłam.
Depilator się przegrzał, a mnie brakło już miejsc do depilacji. Głowę zaoszczędziłam.

I jakoś wcale mi nie lepiej.
Jutro znajomi Wojtka mają przyjechać, a ja nie mam ochoty... Zbiera we mnie to napięcie przedmiesiączkowe, czuję się napompowana, żre jak świnia czekoladę, ciastka zapijam Pepsi... No masakra jakaś. Syf w mieszkaniu, przyszykować coś by wypadało, a mnie się nie chce. Najchętniej bym się gdzieś zaszyła w jakiejś samotni i przespała najbliższe dni...

Dlaczego temat byłej dziewczyny mego męża jest dla mnie tak drażliwy?

To dość długa i skomplikowana historia ale w zasadzie, skoro mnie ona gryzie, mierzi i świerzbi, to czemu o niej nie napisać?
Napiszę.
Ale żeby przedstawić to jakoś sensownie, chcę nakreślić jak to wszystko się zaczęło.
Ostrzegam, może być długo, może być nudno, może być męcząco, może być smętnie.
Uprzedzałam jakby co.

Z Wojtkiem spotkałam się w burzliwym okresie swojego życia. Byłam niedługo po dwuletnim, toksycznym, trudnym związku. Dużo mężczyzn wtedy poznawałam, dużo piłam, dużo paliłam. Wszystkiego było dużo za dużo. Musiało się dziać, żebym nie myślała i nie wpadała w dół.
Wyhaczył mnie na portalu randkowym. Z wyglądu spodobał mi się bardzo... Szybko zaproponował spotkanie. Pisaliśmy w międzyczasie ze sobą smsy, lekka bajera była, flircik, te sprawy.
W dniu spotkania kompletnie o nim zapomniałam <w sensie o spotkaniu>. Byłam wykończona pracą, on mi nie przypomniał, wcale się nie odezwał tego dnia, a mnie jeszcze mama dobiła, że tata ma złe wyniki badań kontrolnych <sprawy rakowe>.
Więc siedziałam w tramwaju przeżuta i wypluta, czekając co przyniesie dalej ten cudny dzień.
Nagle sms. Wojtek. Gdzie jestem, bo on już dojeżdża na miejsce.
Zapomniałam. Cóż. Bywa.
Odpisałam, że przepraszam, ale totalnie wypadło mi z głowy nasze spotkanie, że muszę do domu wracać, że sprawy rodzinne, itd.
Jego odpowiedź wywołało we mnie falę wkurwienia.
Wyskoczył na mnie, że jestem niesłowna, że nara, z fartem i w ogóle foch. Ani co się stało, ani nic.
O ty chujku! Jak tak to NARA! Od kopa skasowałam całą naszą korespondencje i nr telefonu. Jego egoistyczne podejście mnie odrzuciło, a nie ukrywam, że na tamten moment miałam z kim się spotykać. Do wyboru, do koloru.

I tak mi pan Wojciech zupełnie z głowy wyleciał.
Cichosza. Ja nawet zapomniałam sobie o nim.
A tu po dwóch tygodniach sms.
Pan Wojciech napisał, że owszem zachował się jak chujek, ale przemyślał sprawę, przeprasza i chce ponownej próby spotkania. W pierwszej chwili nie wiedziałam kto to taki, ale w końcu moje przejarane styki zaskoczyły i przypomniały sobie osobnika W. Uśmiechnęłąm się do siebie, że chłopak wolno myśli, skoro 2 tygodnie mu zajęło przeanalizowanie sytuacji ale OK. Nie czepiajmy się.

Spotkanie w końcu doszło do skutku. Powtórzył się znajomy schemat poznawania. Knajpa, piwo, moja sztuka uwodzenia.
Sztuka uwodzenia dla ubogich.
Chichotałam jak trzebiotka, mrugałam wachlarzem rzęs, zawadiacko zawieszałam głos, flirtowałam... Roztaczałam swój czar jak umiałam, bo chłopak mi się spodobał.
Przy trzecim piwie byłam już na kolejnym levelu uwodzenia ale mój amant nic... Był ślepy i głuchy na me wysiłki. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo nie rzucił się na mnie jak napalony zbok po 5 minutach.
To znaczy nie spierdolił przede mną, więc jakoś mega tragicznie nie było, nie zadzwoniła do niego mama, prosząca o natychmiastową wymianę żarówki w WC, patrzył na mnie, rozmawiał, słuchał... Ale NIC więcej!
Toż to skandal!
Bite TRZY godziny trzebiotów i NIC!
Później wyjaśnił mi, że zwyczajnie się bał, wstydził, był nieśmiały, a bardzo mu się podobałam i nie chciał mnie do siebie zrazić.
Dopijałam już to trzecie piwo zrezygnowana i gasząc papierosa nasze dłonie zetknęły się... I tu się mój mąż obudził.
Jego niebieskie oczy zrobiły się słodko maślane, a z jego ust wydobyło się ciche:
-Chcesz ze mną chodzić?...
Parsknęłam śmiechem, który on stłumił pocałunkiem.
I na sofie pewnego krakowskiego baru studenckiego odbył się mały pokaz soft porno dla ubogich. ;)

Miło było, ale czas było się zbierać.
Nie liczyłam na nic poważnego po tym spotkaniu.
No fajny koleś, troszkę się wstawiłam, zabawiłam. Spoko.

Kolejne nasze spotkania wyglądały dość podobnie. W międzyczasie miłe smsy, czułe słówka.

Na kolejnym ze spotkań on zapytał kim on dla mnie właściwie jest, że on wtedy w barze mówił poważnie. Doszłam do wniosku, że nie będę suką i powiem szczerze co i jak.
Powiedziałam zatem, że nie jestem gotowa do stałego związku, bo niedawno zakończyłam poprzedni, który mnie bardzo psychicznie zmordował i ciężko byłoby mi się było zdobyć na zaufanie. Że to nie jest dobry pomysł. Że jest fajnie, miło, podoba mi się i tak dalej ale nie chcę się angażować.
On nalegał... Że bardzo mu zależy, że się zakochał, że na pewno zrobi wszystko, żeby mnie nie zawieść, że przecież nic nie tracę, że możemy przecież chociaż spróbować... Gadaliśmy długo. Ja swoje, on swoje.
W końcu przystałam na jego propozycje ale postawiłam sprawę jasno, że będzie musiało dużo wody upłynąć, żebym mu zaufała i że jeśli mnie okłamie, to nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, żegnamy się. Ok. Dogadaliśmy się.

Oficjalnie zostaliśmy parą.

W dość szybkim czasie było kolejne spotkanie zakrapiane. Wojtek celowo "spóźnił" mnie na ostatnią tramwajkę i prosił, żebym została u niego na noc. Chwilę się opierałam... Ale dosłownie chwilę.
Wiadomo jak się skończyło...
Rano obudziłam się skacowana, w obcym pokoju, obok "nowego chłopaka", z którym większość czasu spędziłam w stanie wskazującym. A za drzwiami rozmowa... jego rodziców!
O kurwa...
No tak, wczoraj nie pomyślałam o tym, że dziś niedziela i będę musiała albo się szybko z rańca ewakuować, albo będę mieć pierwsze spotkanie z jego rodzicami.
Bosko...
Zrobię zajebiste pierwsze wrażenie,  nie ma co...
Dobra, jebać to. Trzeba wziąć to na klatę.
Żoładek stał mi w gardle, w głowie huczało, make up mocno wczorajszy... Szybko pozbierałam części garderoby porozrzucane po pokoju, ubrałam się, poprawiłam co się dało na twarzy i na wdechu otworzyłam drzwi... Nogi miałam jak z waty. Wojtek starał się trzymać fason ale minę też miał nietęgą.
-Mamo, tato, to moja dziewczyna.
-Bardzo mi miło państwa poznać...
Czułam jak zlewa mnie rumieniec... Ciekawe ile słyszeli z naszych nocnych wojaży...
I od razu dodałam:
-Ja bardzo przepraszam... Ja wiem jak to wygląda... Tak strasznie mi głupio, to nie tak powinno wyglądać nasze spotkanie. Ja taka nie jestem... To znaczy... No strasznie mi głupio...
Czułam, że pogrążam się coraz bardziej.
Policzki chciały mi spłonąć żywym ogniem.
Mama Wojtka siliła się na uprzejmość, a na ustach taty widniał delikatny, szelmowski uśmieszek.
No pięknie.
Najważniejsze to zrobić dobre pierwsze wrażenie, nieprawdaż?

Po śniadaniu Wojtek zaproponował, że odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się i z głupa palnęłam, że w takim razie może od razu też pozna moich rodziców?
No i już poszło szybciutko.
Święta wielkanocne już spędziliśmy "rodzinnie", raz u jednej rodzinki, raz u drugiej. Spotykaliśmy się coraz częściej, coraz bardziej zaczynaliśmy się poznawać i zakochiwać.

Było pięknie, idealnie. Nie wierzyłam, że tak cudnie być może! Z rodzicami Wojtka i jego siostrami dogadywałam się lepiej niż z własną rodziną. Motyle w brzuchu fruwały, świat był różowy.

Za różowy...

Sielanka trwała około 5 miesięcy. Pewnego niepięknego dla mnie dnia, zapytałam Wojtka czy mogę zajrzeć na pocztę od niego z kompa.
-Jaaasne... Ja skoczę pod prysznic, a ty sobie tam sprawdzaj co potrzebujesz.
Weszłam w przeglądarkę, w okienko i wyskoczył mi w proponowanych profil na fotka.pl jakiejś Ali.
Jego eks... Coś o niej wspominał, zapewniał, że zamknięty rozdział, że to od ponad roku zamknięty rozdział, że zrobiła mu masę krzywd...
Poczułam jak serce mi wali i podnosi się do gardła, wiecie to takie gówniane poczucie niemiłej adrenaliny, jak nagle uświadamiacie sobie, że nie macie przy sobie portfela, lub telefonu.
Kliknęłam, zobaczyłam... Szybko luknęłam w historię... Jednoznacznie wskazywała ona, że odwiedzał jej profil niemal codziennie, chwilę przed naszymi spotkaniami, chwilę po...
No kurwa jakby mi ktoś z półobrotu przywalił...
A miało być tak pięknie...
Posypał się mój piękny świat...

Byłam zszokowana, wściekła, zawiedziona...
Widzisz idiotko? Po co było się angażować? Ufać? Po co? Masz co chciałaś debilko! Masz swojego księcia z bajki!

Gdy moje książątko wróciło... nie dałam nic po sobie poznać.
Doszłam do wniosku, że zbyt prosto byłoby wyjaśniać sytuację od razu.
Zaczęłam swoje dochodzenie...

Po powrocie do domu odpaliłam jej stronkę... Czułam zazdrość, zawiść, nienawiść i nie wiem co jeszcze... Widziałam piękną, zgrabną dziewczynę o ślicznych rysach twarzy, z brązowymi oczami, zadziornym uśmiechem, nogami długimi  i zgrabnymi jak jasna cholera. Moje przeciwieństwo...
Z pogardą porównałam swoją nędzną osóbkę do tej laski ze zdjęć. 
Ona Piękna, ja Bestia...

Gardło boleśnie się zacisnęło, broda zadrżała, usta ułożyły w podkówkę, a gorące łzy spłynęły po policzkach...
Znowu zostałam wydymana.
Bez wazeliny.


***

CDN, bo już mi nerwami mieli... 
Pomimo upływu lat nadal boli... 
Nadal mnie rani wspominanie tamtych chwil...






8 komentarzy:

  1. Zostawiam tylko znak, że jestem. Temat, który poruszyłaś, jest dla mnie tak bolesny( czego się pewnie domyślasz), że nie mam siły pisać nic mądrego, Wiem, rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mnie pomoże wyrzucenie tego z siebie...
      Dziękuję, że przeczytałaś i napisałaś... :*

      Usuń
  2. Ja tez jestem,ale nie wiem co napisac...
    :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam z zainteresowaniem, czekam na ciag dalszy. Trudno mi napisac cos mądrego, choc wiem, ze łatwo Ci na pewno nie bylo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no nie było... Strasznie się to za mną ciągnęło i na pewno w jakimś stopniu ciągnie w środku dalej.
      Może jutro uda mi się sklecić część 2.
      Buziam! :*

      Usuń
  4. Przeczytałam:****
    Bardzo Cię rozumiem....
    I idę przeczytać kolejna czesc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety związki to ciągła sinusoida... Czasem słońce, czasem deszcz... :(

      Usuń