poniedziałek, 13 lutego 2017

Love Story cz.2

Na samym początku dziękuję.
Dziękuję, że chce Wam się czytać moją historię, dziękuję za każdy komentarz.

DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE! :*


Zatem powracam do swojej opowieści...

Byłam szalenie zawiedziona. Moje ego znowu spadło na samo dno i poczułam się oszukana.
Jednak mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy szukałam usprawiedliwienia dla jego zachowania... Nie chciałam wydawać pochopnych wniosków.
Miałam cały czas w pamięci naszą rozmowę:

-Ja nie chcę się wiązać... Nie jestem na to gotowa. Nie będę umiała ci zaufać, rozumiesz? 
-Kochanie, ale ja ci przysięgam, że nigdy Cię nie okłamie! Liczysz się tylko ty! Nikt więcej i udowodnię ci to. Sama się przekonasz, tylko daj mi szansę. Daj nam szansę!
-Ok, ale żadnych tajemnic. Żadnych ściem. Żadnego ukrywania. Nie zniosę już tego. Jeśli mnie okłamiesz, to koniec. Bez żadnych łzawych tłumaczeń. KONIEC, rozumiesz?
-Tak, ale nie masz się czego obawiać. Ja nie mam zamiaru czegokolwiek przed tobą ukrywać. 

"Przysięgam, że cię nigdy nie okłamię.", 
"Żadnych tajemnic". 
"Tylko całkowita szczerość". 
"Tylko ty się liczysz."

Sranie w banie...

Ja doskonale się kamuflowałam z cała swoją "niewygodną prawdą". W międzyczasie wyłowiłam ich wspólne zdjęcia na jego kompie, znalazłam piosenkę, którą dla niej napisał i nagrał, odkryłam płytę z wesela kuzynki, na którym byli razem <była na wierzchu, nie robiłam przeszukania na poziomie CBŚ>, szybko rozkminiłam jej nazwisko i zobaczyłam, że ma jej matkę na NK.
Później okazało się też, że chodzi na uczelnię z jej bratem i często wymieniają się smsami.

Pikuś.

Strzała zarobiłam czytając korespondencje Wojtka z jej matką na NK.
Taaaak, wiem. To karygodne, niedopuszczalne, chamskie, żałosne, naganne i beeeeeee, grzebać w cudzej korespondencji. Wiem. Ale kto nigdy tego nie robił, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Wojtek umieścił nasze wspólne zdjęcie na profilu i ta podstarzała raszpla napisała do niego PW.
A konwersacja wyglądała mniej więcej tak:
-Ooo, Wojtuś. Widzę, że masz dziewczynę! No ładna, ładna... Podobna do Ali. Oczka też brązowe, usta podobne... Widzę, że gust ci się nie zmienił. Układa wam się dobrze? Odkąd nie jesteś z Alusią, tak dawno się nie widzieliśmy. Wiesz, że zawsze cię zapraszam na kawę. Alusia też na pewno by się ucieszyła. 
-Witam pani Edytko. <bla, bla, bla> Nie zauważyłem podobieństwa do Ali. Bardzo dobrze nam się układa i dziękuję za zaproszenie.
-Widzę, że nie macie siebie w znajomych. Alusia musiała ci dużą przykrość zrobić.
-To prawda. <blablabla>
JEBŁAM! Krew mnie zalała od stóp do głów. Dodatkowo dziwnym trafem w tym czasie Alusia wysłała mu zaproszenie do grona znajomych, a ten ani jej nie przyjął, ani nie odrzucił. Zaproszenie było w oczekujących. Wisiało w próżni.
Czemu nie odrzucił? Czemu nie kazał spierdalać na drzewo?
Nie wiem...

Wiem, że dostałam od tamtego momentu paranoi. Moja złość na Wojtka rosła, czułam się jak pęczniejący nienawiścią balon... Codziennie katowałam się zdjęciami tej dziewczyny, porównywałam się, płakałam... Jeszcze te słowa jej matki... Poczułam się jak plaster, jak jakiś marny substytut tego co było kiedyś.
Ale to jeszcze nie wszystko. 

W tymże gorącym okresie poznałam kuzyna Wojtka.
Paweł jest od niego młodszy o 2 lata. Moja charakterystyka tego człowieka, to taki wąż.
Do szpiku kości fałszywy, wazeliniarz, zapatrzony w siebie, dwulicowy, lubiący upokorzyć i zgnoić słabszego. Jego wizualna otoczka ładna, wewnątrz jednak zepsuta i paskudna menda. 
Mam swoisty dar do wyczuwania tego typu ludzi i nie polubiłam go od początku.
Jednak nie dawałam tego odczuć. W końcu rodzina Wojtka, znają się od dziecka, itd. 
Paweł był w ich relacji tym silniejszym ogniwem. Pomiatał Wojtkiem, często zwracał się do niego lekceważąco. Niby to dla żartów ale nie do końca... Momentalnie to wyczułam. Paweł wyczuł zaś, że to ze mną Wojtek zaczyna spędzać swój wolny czas i postanowił się w to wpierdolić. Bo jak to tak? ON ma być mniej ważny? On musi być Number One!
Zaczął więc szukać mojego słabego punktu. Wnikliwie przyglądał mi się podczas naszych spotkań, rozmów. Cedził słowa, obserwował moje reakcje... Szukał punku zaczepnego...
W końcu znalazł.
-Ej, Wojtek. Wiesz co tam u Tomeczka od Ali?
-No tak... Pisał ostatnio do mnie.
Momentalnie mnie wysztywniło, szczęka zacisnęła, nozdrza rozszerzyły, a tętno podskoczyło do setki.
Zobaczyłam błysk w oczach Pawła.
BINGO! 
-Aaa... a powiedz, co u Alusi? Macie jakiś kontakt?
-Eee... nie. Nie mamy...
Haaaalo! Ja tu jeeeestem do kurwy nędzy!!!

Później przy KAŻDYM spotkaniu i przy KAŻDEJ nadarzającej się okazji był temat Ali.
-A pamiętasz na działce jak się spotykaliśmy z Alą i Tomkiem?
-A pamiętasz jak mama Ali...?
-A kiedy jedziesz na działkę?

Szczerym sercem znienawidziłam tą jebaną działkę. I nigdy tam nie pojechałam <nie mam zresztą zamiaru do dziś>. Nadmienię, że w swoim autorskim utworze Wojtek opowiada o tejże działce, jak się tam tulą, całują, kochają... Brrr...
Nienawidzę...

I tutaj próbowałam rozmawiać z Wojtkiem, czy on jest tak ślepy, czy głupi, że nie widzi jak Paweł za wszelką cenę chce między nami namieszać?
Nie widział. Twierdził, że to ja przesadzam.
Kwestia jego utrzymywania kontaktów z Tomkiem również był dla niego normalny.

W końcu powiedziałam, że skoro to ja mam paranoję, to przekonajmy się! 
-Jak kolejny raz spotkamy się z Pawłem, to idę o zakład, że wspomni o działeczce, Alusi, Tomeczku i Eduni.
-Ty masz obsesję! Na pewno nie! Przesadzasz!
-Załóż się!
No i przegrał zakład... Z kretesem.
I dopiero wtedy klapki z oczu zaczęły mu powoli opadać i cudowny kuzyn stał się toksycznym kuzynem <przy okazji dowiedziałam się o paru kwiatkach, np. że od dzieciństwa Paweł we wszystkie przypały ładował Wojtka i to jemu się obrywało, albo to że cudowny kuzyn całował się z Alusią praktycznie pod jego nosem>.

Podobnie postawiłam sprawę z Tomeczkiem.
-Nie chcę żebyś z nim pisał! 
-Ale dlaczego? Znamy się od dawna i on jest w porządku! Jemu będzie przykro jak nagle zerwę kontakt.
-A to, że MNIE jest przykro to już masz w dupie? Jak byś się czuł, gdybym to ja była kumpelą z siostrą mojego eks? Miło by ci było? Nie sądzę!

Tak to nasz związek ze szczęśliwego i idealnego, stał się męczarnią...
Kilkakrotnie w ciągu kilku miesięcy zadawałam pytania:
-Czy z Alą to temat zamknięty? Nic do niej już nie czujesz? Kompletnie nic? Nie masz mi nic do powiedzenia?
-Nie! Skończ z tą Alą! Masz paranoję! Masz obsesję! Nic do niej nie czuję! Skończ ten temat! Ja już tego słuchać nie mogę!
No cóż... Historia wyszukiwarki jednak nie kłamała. Kłamał on. W żywe oczy...

Raz też miała miejsce pewna sytuacja intymna...
Podczas zbliżenia on zadał mi pytanie, czy moglibyśmy spróbować "na hiszpana".
Zrobiłam wielkie oczy.
-Co?... Ale jak to się robi?
-No wiesz... <tu mi mniej więcej wytłumaczył o co chodzi, niewtajemniczonym polecam google>
-Ale ja mam biust w rozmiarze A, daj spokój! Nie da się! -roześmiałam się trochę zakłopotana.
-Ale ja bardzo chcę to zrobić...
-Ok ale moje piersi na serio się do tego nie nadają. No jak?
-Proszę, spróbujmy...
-Ale...
-PROSZĘ...
Zgodziłam się i tak jak się spodziewałam, nie wyszło z tego nic. 
Czułam się poniżona, żałosna, płaska i do dupy.
-Czemu tak ci na tym zależało? -zapytałam łamiącym się już głosem.
-No bo z byłą tak robiłem i było fajnie...
-Niech zgadnę! Z Alą?!
-No tak...
Złapałam ubranie, przykryłam się nim i wybuchnęłam płaczem...

W pewnym momencie, podczas kolejnej kłótni pękłam i powiedziałam wszystko.
-Jesteś zakłamany! 
Wiem doskonale, że pisałeś z jej matką! 
Wiem, że ją śledzisz na portalach, podglądasz! 
Że ślipisz codziennie na jej zdjęcia! 
To porównanie, wtedy z tymi cyckami! 
Kłamałeś mi prosto w twarz! 
Setki razy cię pytałam, czy coś do niej czułeś, a ty nic! 
Patrząc mi prosto w oczy łgałeś, by godzinę później znowu gapić się i może walić konia do jej zdjęć! Jesteś obrzydliwy! 
Liczyłam... Nie wiem na co! Może na to, że w końcu mi się sam przyznasz! Wytłumaczysz! Przecież to trwa od początku naszego związku! Człowieku! Nawet przed własnym kuzynem nie umiałeś się postawić, tylko mnie wmawiałeś obłęd! 
Nie chcę cię znać! Nie mogę na ciebie patrzeć!
Wybiegłam z mieszkania, nie dając mu wydusić z siebie ani słowa...

Byłam wściekła ale poczułam ulgę... Ponad pół roku tłumiłam to w sobie i w końcu wyrzuciłam wszystko.
On zaczął wydzwaniać, pisać smsy.
Nie odbierałam, nie odpisywałam.
Po kilku dniach zadzwoniła jego mama i siostra. Że Wojtek załamany, że nie wiedzą co się stało, ale może chociaż moglibyśmy spróbować porozmawiać, że szkoda nas jako pary.
Po głębszym zastanowieniu zgodziłam się.

Rozmawialiśmy bardzo długo i była to niesamowicie bolesna rozmowa. Najboleśniejsza w całym naszym związku. 
Wyjaśnił mi w niej, że nie umie mi racjonalnie wytłumaczyć tego podglądania, że zaczęło się to u niego, gdy Ala zaczęła go oszukiwać i taki odruch mu pozostał, takie uzależnienie, kompulsja. Że nie oznacza to tego, że ją kocha, lub tęskni za nią. Po prostu robił to odruchowo, jak sprawdzenie poczty. Że gdyby zdawał sobie sprawę z tego że może przez to mnie stracić, to przecież by to usiłował jakoś ukrywać, usuwać historię, cokolwiek. Że z jej bratem definitywnie zerwie kontakt, że usunie NK. Że zrobi wszystko, żebyśmy tylko byli razem, bo jestem dla niego wszystkim.

Zostałam... Podjęłam próbę...
Ale minęło kilka dobrych lat zanim się po tym pozbierałam. A zadra w sercu pozostanie chyba już na zawsze. 
Mimo tego, że minęły lata, że jesteśmy po ślubie, że mamy wspólne plany na przyszłość, że jesteśmy swoimi przyjaciółmi, kochankami... 

Wybaczyłam ale nie zapomniałam.
Nie potrafię zapomnieć...

Moja samoocena podupadła ogromnie od tamtej pory, mimo że nigdy wysoka nie była. Kompleksy przybrały na sile i czasem <chociaż już bardzo rzadko> zdarza mi się pomyśleć, że jestem tylko gorszym zamiennikiem...

Czy żałowałam powrotu?
Wiele razy... Bo dużo łatwiej byłoby wtedy odejść, niż zostać i z takimi krzywdami starać się wszystko budować na nowo.
Nie tylko dla mnie była to droga przez mękę. Wojtek musiał borykać się z moimi fochami, kontrolami, nieufnością, kłótliwością, wypominaniem...
Mimo wszystko wytrwaliśmy i nie żałujemy decyzji powrotu do siebie.

Wojtek popełnił błąd, duży błąd. Ale od tamtego czasu nigdy nie nadwyrężył, ani nie zawiódł mojego zaufania. I to co dla mnie najważniejsze w tej historii. Nie zrobił tego z premedytacją. Niczego nie kalkulował, nie robił z wyrachowania... Bardziej z bezmyślności.

Jest dobrym, ciepłym, troskliwym, opiekuńczym i kochanym mężem. Zjedliśmy ze sobą beczkę soli i pewnie w naszym wspólnym życiu pojawi się jeszcze niejedna. 
Tylko błagam... niech nie ma już na imię Ala. ;)


PS Przepraszam z góry za wulgaryzmy i chaos ale piszę co czuję. Nie chcę na tym blogu niczego przekłamywać, ugrzeczniać, ani ubarwiać. 
Ma być prawda.
Moja prawda.

26 komentarzy:

  1. Ja oczywiście jestem wierna zasadzie mojej babci, Zofii: ufaj i sprawdzaj! W sumie na dobre mi to nie wyszło, bo mam bujną wyobraźnię i czego sobie nie dopisałam to dośpiewałam. A i tak zdrada przyszła z niespodziewanej strony......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję Ci... :( Wiem jak to boli. Ja już sobie nie dośpiewuję ale mama potrafi przypomnieć to co było i zasiać ferment :/
      No bo DLACZEGO pierwsze imię jakie mu przyszło do głowy na "a", to ALA?! No kurwa DLA-CZE-GO???!!!

      Usuń
    2. Mój facet wymyślił dawno temu, że koleżanka z pracy, z która mnie zdradził, będzie chrzestną naszej córki, bo to taka poczciwa i nieszczęśliwa kobieta. Tu się zaparłam i w efekcie nasza Ania była chrzczona w wieku 5 lat....raz wygrałam.

      Usuń
    3. Ale to było PO zdradzie i tym jak sprawa się rypła? Nadal z nim jesteś?...

      Usuń
    4. Po. Nie jesteśmy już razem i absurdalnie napiszę: niestety; to była i jest miłość mojego życia. Jestem popierdolona.

      Usuń
    5. W takim razie nie Ty jedna jesteś popierdolona... Jest nasz więcej... :*

      Usuń
    6. W gównie... yyy, to znaczy w KUPIE raźniej. ;)

      Usuń
    7. A propos gówna to będąc w Krakowie mijałam dawny Wysrol, obecnie Uniwersytet Rolniczy:p

      Usuń
  2. Nerwka, jestem, choc nie mialam tego typu przezyc. Jednak zdrady nie umialabym wybaczyc!
    Choc nigdy nic nie wiadomo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszym przypadku zdrady nie było. Czy ja bym wybaczyła? Nie wiem... Czasem nie da się przewidzieć pewnych rzeczy, póki samemu nie znajdzie się w danej sytuacji. Kiedyś zdecydowanie powiedziałabym, że NIE, ale teraz... ciężko jednoznacznie, ze 100% pewnością mi odpowiedzieć...

      Usuń
    2. Samo życie... Zeby wszystko bylo takie proste, ale nie!

      Usuń
    3. No niestety... Życie nie jest czarno białe. Im więcej lat na karku, im więcej doświadczeń, tym więcej odcieni szarości zaczyna się dostrzegać. Czy się tego chce czy nie. Tak po prostu jest i już. :(

      Usuń
    4. Myślałam, że nie umiem. Umiałam, i to nieraz, bo bardzo mi zależało.....

      Usuń
    5. Otóż to... Nigdy nie mów nigdy, bo los może Ci zrobić psikus.

      Usuń
    6. Dlatego napisałam, ze nigdy nic nie wiadomo.

      Usuń
  3. Kochana tego typu doświadczenia mnie też nie ominęły...ale wiesz co jest najgorsze?Babranie się w przeszłości....to wciąga jak bagno...
    Lekarstwo?
    CZAS.....i skupienie sie na tym co tu i teraz.Pomimo Mlodego wieku jesteś dojrzala emocjonalnie...potrafilas podejść ze zrozumieniem do tej calej sytuacji...Kochasz go i on Ciebie-tego sie trzymaj Droga Nerwko :*
    (bardzo ciekawie piszesz,naprawdę ani przez sekundę nie nudziłam sie czytając Twoje posty)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję kochana za miłe słowa! :*

    Czas... u mnie minęło już sporo czasu, bo 6-7 lat. I czuję się pogodzona, wybaczyłam, ale wiesz... to nie oznacza, że nie jest to temat bolesny, drażliwy... To taka moja pięta Achillesowa. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego moja mama czasem nie umie ugryźć się w język i zachować swoje paranoidalne myśli tylko dla siebie, wiedząc że jej słowa wywołają złe wspomnienia i zasieją w mojej głowie ferment.

    Buziakuję Cię mocno! :**:

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja nie rozumiem zachowania Twojej mamy,wiek nie jest żadnym usprawiedliwieniem.Moja jest starsza od Twojej o 6 lat,ale ona wręcz przeciwnie,zawsze byla i jest moim wsparciem,nigdy nie usłyszałam od Niej słów,które mogłyby mnie w jakiś sposób zranić....Dlatego nie rozumiem Twojej rodzicielki.
    Może potrzebuje wrażeń,bo np.Jej się nudzi i tworzy teorie spiskowe...
    Nerwko nie dawaj się w to wciągać
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że jest właśnie tak jak mówisz... Moja mama jest toksyczną osobą. Mówię to z bólem serca ale tak jest.
      Wobec wszystkich ma postawę roszczeniowo oskarżającą. Ona zawsze niewinna, biedna, krystaliczna, tylko wszyscy ludzie wokół niej są źli, niedobrzy i robią jej kuku całe życie.
      Typowy syndrom ofiary.
      Więc i mnie atakuje, bo ja też jestem be i zła, bo jakżeby inaczej...

      Usuń
  6. Czesc! ;)
    Hmm, najgorsze jest chyba to ze pol rodziny tak sie ta historia z przeszlosci interesuje.
    A on? Przyznam, ze zdazylo mi sie zagladac na FB by zobaczyc jak bardzo sie postarzeli moi byli, ale rowniez by sie ucieszyc ze z nimi nie jestem.
    A mamie Ali wyraznie zal tylek sciska. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, pół rodziny, to nieee. Tylko moja mama, ale ona we wszystkim widzi podstęp, spisek i drugie dno. ;P
      Nie sądzę, żeby matką Ali cokolwiek ściskało . Była zidiociałą intrygantką, szukała i chciała zasiać ferment. Po co? No cóż... niektórzy ludzie tak już po prostu mają. Może ich to bawi? Lubią wkurwiać/ranić innych? Nie wiem. Nigdy takich ludziów nie zrozumiem swoim małym rozumkiem.
      Buzi!:*

      Usuń
    2. No i ten kuzyn wscipski i wredny.
      Moze masz racje ze ludziom sie nudzi i podloscia czas wypelniaja. ;)

      Usuń
    3. Oj tego kuzyna to szczerze nie znoszę. Cwaniaczek jakich mało. Nienawidzę fałszywych ludzi manipulantów... :/

      Usuń
  7. Newka, przeczytalam wszystko. Jestes wrazliwa, zdolna (pieknie piszesz) i piekna (tak, widze te oczy, delikatne rysy) dziewczyna. Kuchnia, ale ci rodzina jazde zafundowala.
    Tule mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lola. :* Bardzo mi miło, że mnie odwiedziłaś. :)
      Buziakuję! :**:

      Usuń