poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Część 2. Apel.

Spotkałam się z Maćkiem pierwszy raz wczesną wiosną.
Wszystko budziło się do życia, drzewa zieleniały, ptaki głośno ćwierkały.
Gdy go zobaczyłam, poczułam motyle w brzuchu.
Zachwyt...
Utonęłam w jego oczach, niskim głosie, silnych, mocnych ramionach...

Przez trzy miesiące byłam ślepa i naiwnie wierzyłam, że wielu rzeczy nie widzę, że on się zmieni... Że ja go zmienię. Że zmieni się dla mnie.

Zdawało mi się, że gdy byliśmy tylko we dwoje stawał się potulny, dobry, ciepły, czuły... Zdarzały mu się napady agresji. Widywałam u niego w pokoju dziwne ampułki, strzykawki... Sam mówił otwarcie o sterydach, O cyklach, spadkach, redukcjach... Widziałam, że odwiedzamy podejrzanych typów, że Maciek odbiera od nich "sreberka". Poznałam nawet jednego chemika.
On nie bał się policji... Mieszkał tuż przy posterunku. Miał wujka policjanta, który z niejednego szamba go wygrzebywał.
Nie bałam się, bo byłam ślepa. Ślepa na coraz częstsze agresywne odzywki, na popchnięcia, na wyzwiska... Słowa przepraszam nie usłyszałam nigdy. Najwyżej:
-Sorry mała, jestem w trakcie cyklu i mnie rozpierdala.
No tak... Przecież to takie logiczne! Od testosteronu jest się agresywnym. Zrozumiałe.
Były momenty gorsze, ale i lepsze. Były wyzwiska i kuksańce, ale też kwiaty i prezenty.

Wkręcałam się coraz mocniej w ciemną stronę życia Maćka. Codziennie jeździliśmy odbierać towar, ważyć, mierzyć, dzielić... Nigdy niczego mocniejszego nie spróbowałam. Jedynie zioło paliłam, ale nic więcej. Bałam się. I bałam się coraz bardziej tego co te wszystkie draństwa robiły z moim facetem.
Kłótnie były coraz częstsze. Zaczęłam widzieć, że mu nie wystarczam, dostrzegłam, że kręci się wokół niego coraz więcej dziewczyn. Dziwek. Dosłownie. Patrzyły na mnie z góry, wręcz naśmiewały ze mnie, klejąc się jednocześnie do mojego faceta.
-Co ty wyprawiasz?! Przecież ja jestem obok! Ta dziwka wisi na tobie, a ty się jeszcze z tego cieszysz!
-No skoro ty mi nie chcesz dać to muszę sobie jakoś radzić. Nie zamierzam żyć w celibacie.

Tego typu uwag było coraz więcej... Podobno przede mną był w związku z prostytutką. Ogólnie wzorem cnót nie był.
Naciskał na mnie coraz mocniej...
Po jednej z imprez przesadził. Namieszał potwornie. Alkohol, speed i do tego testosteron uderzyły mu do głowy. Przypieprzył jakiemuś kolesiowi, bo rzekomo krzywo na niego spojrzał. Gdy chciałam go od niego odciągnąć, odwinął rękę i uderzył mnie w twarz po raz pierwszy.
-Nie zbliżaj się teraz do mnie, bo zabije...
W jego oczach było coś bezwzględnego, przerażającego, nieludzkiego...
Ćpał coraz więcej, gdy prosiłam go, żeby przestał, kończyło się awanturą.

Po burzy przyszedł jednak spokojniejszy okres. Stwierdził, że faktycznie przegina i DLA MNIE <baardzo strategiczna zagrywka> spróbuje się zmienić.
Mydlił mi oczy na potęgę i coraz częściej zaczynał gadać o dowodzie miłości, że to już czas, że on już nie wytrzyma...
Miałam burzę mózgów. Z jednej strony absolutnie nie czułam się gotowa. Na samą myśl o seksie, oblewałam się rumieńcem. Nagość mnie przerażała. Wiedziałam też, że nie dorównam jego poprzednim partnerkom, że nie mam pojęcia co i jak. Z drugiej zaś strony bałam się, że go stracę. Że w końcu zdradzi mnie, o ile już tego nie robi.
Stawał się natarczywy ale jakoś udawało mi się odwlekać decyzję w czasie.

Pewnego letniego dnia wpadłam do Maćka jak zwykle.
Mieszkał z rodzicami i babcią, która mnie przerażała. Miała bardzo silną demencję i chyba była po jakimś udarze lub wylewie,.. Nie pamiętam nawet. Pamiętam, że przemieszczała się na wózku, ale sama nie była w stanie na niego usiąść. Jak ją ktoś położył, to leżała, jak posadził, to siedziała. Niczym posążek, z tępym wzrokiem wpatrzonym gdzieś w dal.
Zerknęłam w stronę pokoju babci. Drzwi były otwarte, a ona siedziała na łóżku z martwym wzrokiem wbitym w ścianę.
-Rodziców nie ma?
-Nie ma mała. Prędko nie wrócą.
Maciek ręką wskazał, żebym weszła do salonu, a sam zamknął drzwi mieszkania na zasuwkę i klucz, który schował do kieszeni. Dziwne...
-A co chcesz robić? Myślałam, że czegoś posłuchamy u Ciebie? Chcesz coś oglądać?
O naiwności... Czułam się zakłopotana, siedząc na rozłożonym łóżku jego rodziców.
-Tak, będę oglądać. Ciebie.
Bez zbędnych ceregieli zaczął się rozbierać. Koszulkę, spodnie z których wypadły klucze...
-Ale... Co ty robisz?!
-Dosyć się naczekałem.
Położył się na mnie i zaczął zadzierać koszulkę do góry.
-Ja nie chcę! Przestań!
Odpowiedział mi ciężki oddech.
-Przecież twoja babcia jest obok!
-Przecież wiesz, że jest warzywem. Kurwa, ona nawet łyżki nie umie utrzymać.
-Ale będzie słyszeć...
Czułam jak powieki zaczynały mnie szczypać. Głos łamać...
Maciek westchnął, wstał i zatrzasnął drzwi.
-Zadowolona?
Dalszy przebieg wydarzeń trwał relatywnie krótko. Z mojej perspektywy wieczność.
Jego łapska były ciężkie, brutalne. Sprawiały ból.
Gdy byłam już całkiem naga, szelmowsko zmierzył mnie z góry do dołu. Wyraźnie bawiło go moje nieporadne zakrywanie newralgicznych punktów mojego ciała.
-Ja nie chcę... Nie jestem gotowa...
Nie słuchał... Mimo zaciśniętych nóg, siłą je rozkładał. Widziałam narastającą w nim frustrację, gniew... Wiedziałam, że jestem w potrzasku. Nie miałam szans. Ja - dziewczyneczka 160 i on 130 kilogramowy koks.
-Człowieku błagam cię...
-Zamknij się dziwko!
Uderzył mnie w twarz.
-Proszę... Nie rób tego...
Jego wielka dłoń oplotła moją szyję. Przybliżył swoje usta do mojego ucha i powiedział:
-Wystarczająco długo wodziłaś mnie za nos. To jest moje prawo. Więc zamknij pysk i nie udawaj cnotki.
Pokój w którym byliśmy zawirował. Czułam że tracę przytomność z braku tlenu. W końcu uścisk na mojej szyi zelżał.
-Ale zabezpieczmy się chociaż...
Wyłkałam... W momencie uświadomiłam sobie, że on może być na coś chory, że może ta dziwka z którą był czymś go zaraziła, przerażała mnie wizja ciąży... Za późno. Zdecydowanie za późno naszły mnie te refleksje...
-Będę uważał.
-Tylko o to cię proszę...
-Nie mam gumek.
-Na wszystkie świętości... Błagam cię!
Pomimo wielkiego zniecierpliwienia, znalazł jakąś zbłąkaną prezerwatywę w barku rodziców.
Uderzył mnie jeszcze kilkukrotnie... W mojej głowie było tylko jedno.
Nie tak... To tak wyglądać nie może! Nie chcę! Nie tak to sobie wyobrażałam...
Mocowałam się z nim, zaciskałam wszystkie mięśnie, o istnieniu których nie miałam pojęcia.
Po kolejnych minutach szarpania, odpuścił...
-Nie będę się z tobą dłużej szarpał. 
Zmusił mnie do rzeczy obrzydliwej, przy okazji wyśmiewając moją nieporadność. Gdy już "odbębnił" swoje. Opadł na łóżko.
Ja targana odruchem wymiotnym, zebrałam szybko swoje rzeczy i wybiegłam do łazienki. Obmyłam się, ubrałam i porwałam za klucze.
-Chwila... Uspokój się! Czemu tak histeryzujesz? Przecież nic się nie stało! Uspokój się. I nie radzę ci mówić o tym komukolwiek. Wiesz, że wujek mnie z wielu przypałów wyciągał. Nikt ci nie uwierzy. Dup to ja mam na pęczki.
Po tych słowach jak gdyby nigdy nic założył swojemu psu smycz, otworzył drzwi i wyszedł. Ja wyszłam za nim. Żeby dojść na przystanek musiałam przejść przez plac, na który on też poszedł.
Usłyszałam jak coś opowiada swojemu towarzystwu. Faceci głośno rechotali, dziewczyny piskały ze śmiechu. Czułam na sobie ich spojrzenia, ale nawet nie zerknęłam w ich kierunku. Z podniesioną głową, bez emocji na twarzy, z mocno zaciśniętymi zębami i pięściami szłam przed siebie.
Gdy jechałam tramwajem, miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. Że mam na twarzy wypisane, to co przed chwilą się stało. Czułam wstręt do siebie. Ogromny wstręt i złość.
Wróciłam do domu i zamknęłam się w łazience na 2 godziny. Szorowałam się do krwi, a wraz ze spływającą po ciele wodą, spływały strugi łez. Nie mogę tego nazwać płaczem. Nie płakałam. Te łzy po prostu same leciały...

Jedyne za co dziękowałam Opatrzności, to to że udało mi się zachować dziewictwo. Przynajmniej w tym biologicznym sensie. Bo psychicznie byłam zgwałcona i upodlona jak nigdy w życiu... A fakt, że kawałek mojej błonki między nogami nie został zerwany, nie pocieszał mnie szczególnie.
Mimo wszystko, minimalnie dało mi to siłę...
Że jednak walczyłam, że jednak się nie dałam, nie odpuściłam... Że jednak tej malutkiej części mojego ciała nie zniszczył.

Nie chciałam go więcej widzieć. Zresztą nigdy już się ze sobą nie kontaktowaliśmy. Ani on ze mną, ani tym bardziej ja z nim.

Wiedziałam, że po tym wszystkim nic już nie będzie takie samo... Że nie wymażę tych wydarzeń z pamięci. Że to pozostanie, będzie wracać i boleć.

Nikt nie zna tej historii. Piszę ją pierwszy i mam nadzieję ostatni raz tutaj.
Chcę to z siebie wyrzucić.
W końcu przestać zaprzeczać przed samą sobą, że to się stało i jest jakąś częścią mnie.
Minęło 10 lat. Nie uważam żebym sobie z tym poradziła. Nie wiem czy kiedykolwiek będę umiała sobie z tym dać radę...

Dziękuję, że zechciałaś/zechciałeś poświęcić swój czas i przeczytać tą historię.
Historię 16 letniej, głupiej, naiwnej i nieświadomej dziewczyny.
***


Drogie kobiety!

Uważajcie z kim się zadajecie.
Nie lekceważcie symptomów toksyczności. 
Nie gódźcie się na jakąkolwiek formę przemocy. 
Wyznaczajcie jasne granice. 
Mówcie NIE. 
Nie wierzcie w jakieś "dowody miłości", męskie potrzeby i niekontrolowanie popędów. Bóg dał nam rozum i tym różnimy się od zwierząt, że mamy kontrolować siebie i swoje popędy. Jeśli ktoś tego nie potrafi, to nie różni się niczym od bydlęcia. Chociaż, mam wrażenie, że obrażam w tym momencie zwierzęta. 
Zgłaszajcie przemoc odpowiednim służbom. 
Korzystajcie z pomocy psychologicznej.
Rozmawiajcie.
Zwracajcie uwagę na to, w jakim towarzystwie obracają się Wasze dzieci. 
Miejcie nad tym kontrolę. 
Uświadamiajcie, rozmawiajcie, ostrzegajcie.

Nikomu nie życzę takiego piekła jakie przeszłam. Tym bardziej, że było to z mojej głupoty i można było tego uniknąć! 
Stało się jednak jak się stało.
Czasu cofnąć się nie da...
Róbcie wszystko co w Waszej mocy, żebyście nigdy nie znalazły się na moim miejscu.

10 komentarzy:

  1. Ostatnio poruszamy z nastoletnia corka rozne "trudne" tematy, bo sie zakochala. Dzieki tobie i ten temat poruszymy.
    A facet potwor i niestety znam wiecej takich historii. Sama mialam podobne przezycie, tyle ze atak byl anonimowy, na koncercie i prawdziwym cudem udalo mi sie ujsc calo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komentarz... Strasznie mnie cieszy, że rozmawiasz ze swoją córką o tego typu sprawach. Mnie zabrakło bliskiej osoby, której mogłabym się poradzić. Nawet nie mówię o rodzicach, bo z nimi kontakt był fatalny, zresztą do dziś najlepsze nie są. Całe życie byli skupieni na bracie. O tej historii nie wie nikt z mojej rodziny... Przykre ale prawdziwe... Rodzina z którą mieszkałam pod jednym dachem nie dostrzegli siniaków, zmiany zachowania. Ba! Nawet tego, że miałam chłopaka. Chociaż nie... raz mnie ojciec opierdolił, że się na pętli autobusowej "kurwiłam" z jakimś dresem . Usłyszałam, że mam się zachowywać i nie przynosić wstydu. I tyle było jakiejkolwiek rozmowy...
      Współczuję Ci z całego serca. To są okropne doświadczenia, które trudno wymazać z pamięci. :(

      Usuń
    2. Nerwko, wbrew pozorom te okropne doswiadczenia nie wydaja mi sie teraz takie okropne, bo zaraz obok pojawili sie przyjaciele i brat. Rodzicom nie umialam powiedziec. Chyba balam sie serce im peknie, poza tym nie bylam nauczona rozmow o takich sprawach z rodzicami. Ale to jak bliscy mi ludzi (przyjaciele, brat, jego przyjaciele) zareagowali chyba wyparlo traume. I to jest chyba klu, nieszczescia sie zdazaja, czasami mozna ich uniknac, czasami sie nie da, ale dobrze miec wtedy ludzi na ktorych mozna sie oprzec. Dlatego staram sie juz teraz tluc corce do glowy, ze jestem tutaj i za nic je karku nie zlamie.

      Usuń
  2. No cóz, ja jestem specjalistka od toksycznych, przemocowych związków. Pytanie, czy powtórnie bym sie na nie zdecydowała? Tak, pomimo wszystko. Głupota jest bez granic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupota to złe określenie. Jest po prostu w Tobie coś co Cię przyciąga do tego typu ludzi. Grubsza, psychologiczna sprawa się za tym kryje. Powiedzenie, że jest się głupim jest proste ale nieprawdziwe. Czy ja bym chciała być znowu w toksycznym związku? Nie, nigdy w życiu. Wierzę jednak, a może bardzo chcę wierzyć, że te wszystkie złe doświadczenia ukształtowały mnie i wydobyły paradoksalnie dobre cechy ze mnie. Skrótowo - gdyby nie te wszystkie zdarzenia, toksyczne relacje, nie byłabym tym kim jestem i nie umiałabym cieszyć się tym co mam. Wszystko jest po coś... Usiłuję w to wierzyć, bo co innego mi pozostało?

      Usuń
    2. ba, ja bym chciała być w związku z tymi samymi panami i żeby on, ten związek, tym razem, ni z gruchy ni z pietruchy, toksyczny nie był.

      Usuń
    3. Widzisz... czyli wcale taka "głupia" nie jesteś. Chciałabyś z byłym/byłymi partnerami stworzyć coś normalnego. Być może chciałabyś, żeby pod Twoim wpływem cudownie się zmienili. Ja tak przynajmniej miałam. Kilka razy naiwnie wierzyłam, że facet się dla mnie zmieni i ze skurwysyna, zmieni na rumaka na białym koniu. Niestety nie mam takiej mocy naprawczej.

      Usuń
    4. w ostatnim przypadku wiedziałam, że Tomek sie nie zmieni dla mnie, ale myślałam, że wystarczy mojej miłości i cierpliwości za nas dwoje. Niestety, jednostronnie to nie zadziałało i nawet nie mogłam mieć pretensji, bo uprzedzał.

      Usuń
    5. Jak się kocha, to żadne tłumaczenie, ani uprzedzanie nie pomogą. I tak ma się do końca nadzieję... Do tanga jednak trzeba dwojga... :( Przykro mi, że też Cię ten temat dotyczy. :(

      Usuń
    6. Teraz na szczęście mam psy- dwóch bezwarunkowo kochających mężczyzn!

      Usuń