środa, 26 kwietnia 2017

Moja zmiana po traumie. Zerwałam się ze smyczy.

Po rozstaniu z Maćkiem byłam w szoku.
Nie dałam sobie czasu na refleksję, smutek, żal, rozpacz. Nie chciałam z nikim na ten temat rozmawiać.
Jedyne uczucie jakie czułam, to złość na samą siebie. Według mnie to była moja wina... Bo mogłam posłuchać rad koleżanki i nie zadawać się z tym typem. Bo mogłam to urwać, gdy tylko zobaczyłam jego agresywne zachowania i skłonności. Bo mogłam... Ja... Moja wina...
Na trzeźwo nie umiałam tej złości i nienawiści znieść.
Szybko, tu i teraz musiałam się narąbać, zapić, na chwilę chociaż zapomnieć...
Spotykałam się z kuzynem i piłam na umór.
Były wakacje, koniec gimnazjum. Przede mną wizja nowej szkoły... Normalnie srałabym pod siebie z nerwów. Tym bardziej, że żadne liceum do którego składałam papiery, mnie nie przyjęło. Za słaba średnia. Za mało punktów. Tuman jestem. Nie zdziwiło mnie to specjalnie, a już mojej rodziny szczególnie.
Losowo zostałam przydzielona do jakiegoś liceum... Miałam to gdzieś.

Zaczęła się we mnie dokonywać diametralna zmiana. Ze spokojnej, zakompleksionej, zahukanej szarej myszy, stawałam się agresywną, wulgarną, zbuntowaną nastolatką.
Zmieniłam styl ubierania, zaczęłam się ostrzej malować <pod pieczą siostry w gimnazjum, to było nie do pomyślenia>. Obracałam się w towarzystwie kuzyna i jego starszych kolegów. Byłam jedyną dziewczyną w towarzystwie. Szybko zauważyłam, że przykuwam męskie spojrzenia.
Bawiłam się tym. Kokietowałam, flirtowałam... Na jednej imprezie potrafiłam kręcić z trzema typami.
Gdy trzeźwiałam czułam się jak szmata... Więc znowu piłam.
I tak całe wakacje.

Na nowy rok szkolny też miałam swój plan. Nie będę taka jak dawniej! Koniec z tym!
Dosyć biegania za koleżankami, dosyć błagania o polubienie, dosyć bycia w cieniu. Trafiłam do jednej z najgorszych szkół w mieście. Odpowiadało mi to.
W końcu mogłam zacząć z nową kartą, od zera. Oddzielić grubą kreską okres podstawówki i gimnazjum, gdzie siostra trzymała mnie ostro za mordę, miałam łatkę konfidenta, pomiatano mną i wyśmiewano. Gdzie musiałam zgrywać grzeczną, cichutką. Gdzie nie wolno mi się było umalować, choćby tuszem do rzęs, ubrać po swojemu. KONIEC!

Zerwałam się ze smyczy... Rozszarpałam niewidzialny kaganiec.

W nowej klasie wiedziałam co robić... Musiałam robić dokładnie na odwrót, niż w poprzednich szkołach. Nie pokazywać słabości, wypiąć cycki do przodu, łeb trzymać uniesiony, uśmiechać się i pewnym wzrokiem spoglądać na nowe twarze. Było to dla mnie fascynujące, jak inaczej ludzie nowo poznani do mnie podeszli. Polubili mnie! Od razu złapałam kontakt z kilkoma osobami.
Mogłam wreszcie wykreować się na nowo. Zdałam sobie sprawę, że można mnie lubić! Że to nie ze mną było coś nie tak przez te wszystkie lata.

Byłam osobą ogólnie lubianą. Uznawaną za "ostrą", o ciętym języku, szczerą do bólu, dość narwaną. Zmieniłam się o 180 stopni.
Bliżej zakumplowałam się z Magdą. Mieszkałyśmy blisko siebie, poza tym była kwestia, która mnie w niej intrygowała... Chodziły plotki o tym, że Magda siupie.
Zbliżając się do niej, chciałam spróbować. No jak inaczej mogłam to zrobić? Miałam podbijać do nieznanych kolesi spad ciemnej gwiazdy i prosić o "działkę"? Wyśmiano by mnie w najlepszym wypadku. Bezsens...
Gdy już się bardziej zbliżyłyśmy z Magdą, zaczęłyśmy wspólnie imprezować, wagarować, skumałam się z jej chłopakiem, w końcu poczułam, że to już dobry moment.
Nadszedł ten dzień.
-Dziś mi się nie chce iść do szkoły... Może wpadniesz? Coś tam sobie nastukałam na boku i aż mnie skręca, żeby wciągnąć. Nie wytrzymam do końca budy.
Oczy aż mi się zaświeciły.
-Jasne, że wpadnę!
Więc wpadłam. Pogadałyśmy chwilę. Magda zerknęła przez okno i z dna szafki wyciągnęła malutkie sreberko.
Rozwinęła je i moim oczom ukazał się biały proszek. Sprawnie rozsypała go na biurku, rozkruszyła kartą i uformowała kreskę.
-Magda?... Dałabyś mi trochę?
-Eee... Wiesz, ja nikogo wjebywać nie chcę...
-Ale ja już brałam. Tak dla towarzystwa tylko chciałam...
-Yhym... Na pewno? 
-Tak.
Wydaje mi się, że nie uwierzyła mi, że wcześniej ćpałam ale pewna nie jestem. Teraz pęknąć już nie mogłam. Zresztą nie odczuwałam lęku. Czułam ciekawość i podniecenie.
Magda zwinęła mi rulonik i podała.
Raz kozie śmierć! Siup!
Wciągnęłam. Zrobiłam to. Serce waliło mi jak młot. Pierwsze wrażenie, to takie, że strasznie śmierdziało. Jakimiś chemikaliami. Nie da się tego zapachu z niczym porównać.
Szczypało w nos jak cholera, momentalnie pojawił się mokry katar. Po kilku minutach poczułam pierwsze uderzenie. Oczy otworzyły mi się jak po baaardzo dużej kawie. Ostry proszek zaczął ściekać z nosa po tylnej ściance gardła. Serce przyspieszyło. Poczułam przyjemne ciarki na skórze głowy i karku. Przypływ energii był niesamowity, wszystko wydawało się fajne, do przeskoczenia. Nerwowo pociągając nosami, nawijałyśmy z Magdą jak najęte, chichotałyśmy, poszłyśmy na spacer. Poczułam mega power. Czułam się niepokonana, góry mogłam przenosić, wszystko mi się chciało.

Było super.
Idealnie.
Spodobało mi się.
Bardzo.
I chciałam więcej.
Wiedziałam, że ten pierwszy raz nie będzie ostatnim...

7 komentarzy:

  1. Podobną metamorfozę w liceum przeszłam i ja. Ale w tamtych czasach można sie było jedynie upić..albo grzać kompot, ale to juz było dno dna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też w żyłę nigdy nie dawałam... więc chyba aż tak źle ze mną nie było?...;)

      Usuń
    2. Porządne z nas dziewczyny! :)

      Usuń
    3. Nooo, faktycznie! Grunt to nie walić po kablach! ;)

      Usuń
    4. Dolaczam do klubu porzadnych dziewczyn :)
      Potrafilam sie schlac na maxa,zjarac do urzygu ale po kablach nie walilam;)

      Usuń
    5. Hah! Jakże mi miło, że takie porządne Damy mnie czytają. ;D
      No patrz Martek... A niby marihuana ma działanie przeciwwymiotne... Cały czas żyłam w przeświadczeniu, że po jaranku rzygać nie będę i na szczęście tak było, ale zdarzyło mi się widzieć ludzi, którzy bełtali dalej niż widzieli (jak widać też jesteś żywym przykładem, potwierdzającym ten precedens). ;)

      Usuń
    6. Przewaznie jaranko mialo dzialanie rozluzniajace i powodujace mega glupawe:)Ale pamietam 18ke kumpla po ktorej ciezko mi bylo dojsc do siebie;)Moze za bardzo namieszalam;)

      Usuń