środa, 31 maja 2017

31 maja. Mole-kolejne starcie.

***
Śniadanie:
1 kanapka z masłem i mielonką (mąż zachwalał, ja myślałam, że rzygnę jak ją jadłam. Obrzydlistwo. Smakowała jak pies zmielony razem z budą.)
herbata owocowa

Przekąska:
chipsy bananowe (banany+olej kokosowy)
chrupki kukurydziane

Obiad:
zupa krem z marchwi
parówka+kromka chleba z masłem+trochę kechupu i musztardy

Przekąska:
szklanka Coli Zero

Kolacja:
3 wafle ryżowe z dżemem z czarnej porzeczki (niesłodzonym)
herbata owocowa
***

Bardzo bym chciała w końcu wygrać walkę z tymi fruwającymi dziadami.
Najśmieszniejsze jest to, że do starych lepów były przyklejone skurczybyki (jeden nawet się jeszcze ruszał, więc był świeżo złapany), a ja nie znalazłam żadnej larwy, żadnej pajęczynki, żadnego mola. 
No cuuuda...
A przetrzepałam dosłownie wszystko. Wszelkie produkty sypkie poprzeglądałam i poprzesypywałam do szklanych pojemników, KAŻDE opakowanie leków przepatrzyłam, wszystko, każdą torebeczkę, każdą buteleczkę przetarłam wodą z octem. Pomyłam w occie wszelkie pojemniki, przyprawy, słoiczki. Szafki też wodą z octem, a później jeszcze amolem (ponoć mole nie lubią ziołowych zapachów). No i oczywiście ponaklejałam nowe pułapki.
Aha, szafkę świnek też przejrzałam. Karmy, sianko. Moli brak. Profilaktycznie i tak przetarłam octem i ponadczasowym amolem.

No musi nam to gówno wlatywać gdzieś z zewnątrz. Nie ma innej opcji! Albo ze śmietnika, albo od sąsiadów z dołu. 

Mam dziś jakiś nerwowy dzień, chyba pogoda mi nie służy. Przy ćwiczeniach myślałam, że ducha wyzionę. Parno jakoś, duszno, ciężko i piździ... 
To nie mój dzień, schowam się w cień.

Stan pola bitwy w trakcie:



I po:






No sami spójrzcie jakie one urocze.


Bleee...

I coś milszego dla oka. :)
Wczoraj zlitowałam się nad moim barankiem Antonitem i opitoliłam go nożyczkami prawie na zero. Szarpał się na początku strasznie ale w końcu skumał, że mu się przyjemnie chłodniej robi i uspokoił się. 
Mądre stworzonko... <3 :))
Jest teraz tak rozkosznie malutki... :)


Mistrzem fryzjerstwa może nie jestem ale grunt, że łapki i uszka są na swoim miejscu. ;D

PS Właśnie ubiłam 3 mole. Z zewnątrz wlatują jebańce. :///

16 komentarzy:

  1. Rzeczywiscie okropne te mole, ales sie napracowala, az przyjemnie popatrzec jaki masz porzadek w szafkach.
    Nie powinnas cwiczyc jak jest goraco, najwyzej bardzo wczesnie rano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo... Powiem Ci, że bardzo się namachałam z tymi szafkami. Te mole mnie do szewskiej pasji doprowadzają.:/
      Oj tam, od razu nie powinnam. ;) Nie chcę robić przerw (prócz tych, które zaleca aplikacja, bo do nich się stosuję), bo wiem że raz nie poćwiczę, potem drugi, trzeci i motywacja mi spadnie do zera.

      Usuń
  2. jest jeszcze podejrzenie, że masz zamolonych sąsiadów, A mole śliczne sa, takie puchate, niewinne i drobniutkie.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Wojtek też ma takie podejrzenia, bo sąsiedztwo mamy wesołe. Pod nami mieszka para, gdzie on jest alkoholikiem, a ona chyba jest ostro znerwicowana. Natomiast w drugim mieszkaniu jest urocza para, ona chora na marskość wątroby bodajże, a on hazardzista i też psychiczny. Obydwoje podejrzewam, że ćpają albo ćpali, bo wyglądają serio mega dziwnie.
      Weź mnie nawet nie denerwuj! Paskudy szkaradne!!! ;)

      Usuń
    2. Moja babcia zawsze trzepała zamolone odzienie na klatce schodowej, efektem była inwazja moli w całej kamienicy:p
      Są ładne, ich urodę przesłaniają Ci ich destrukcyjne działania:)))

      Usuń
    3. Babcie toś miała zdolną trzeba przyznać. ;D
      Taaa, a już ich dzięciątka to miód malina. Prze słodkie są te małe, wijące się glisty. FUUUJ!!!

      Usuń
    4. Glista mi nie wadzi. Tasiemiec- that's it!

      Usuń
    5. A idź mi z tymi tasiemcami i glistami, bo już mi niedobrze. ;)

      Usuń
    6. no co Ty ...ja tematy, ogólnie rzecz biorąc jelitowe, po prostu kocham:p

      Usuń
    7. A skąd u Ciebie takie nietuzinkowe zainteresowanie tematyką gastryczną? ;P

      Usuń
    8. Tato weterynarz z permanentną biegunką, mama lekarz w szpitalu psychiatrycznym..to wiele wyjaśnia:p

      Usuń
    9. Aaa... I wszystko jasne. ;) :D

      Usuń
  3. Mole ......Moj Boże u moich rodziców sie zaległy,jeszcze jak Mama żyla to tez kupowała cuda wianki,zeby się ich pozbyc.Wyczyscilam kuchnie,Mama kupiła pojemnikiw których byly wszystkie produkty sypkie...a one nadal latały.Po śmierci Mamy,przyszywana bratowa pomagała w sprzątaniu i uwaga...wyczaila gnizdo moli-zaległy się w piórach w poduszce...Plakac mi sie chciało,bo Mama spala biedna na tym.Nikomu do głowy nie przyszlo,ze one tam są....Wszystkie koldry,poduszki wylądowały na śmietniku.Potem powynosilam różne starocie-ale juz bez moli.Jeszcze gdzie nie gdzie można spotkać fruwająca gnide,ale jest lepiej.Czekam mnie jeszcze dalsze sprzątanie tam,Mamy rzeczy...ale nie jest mi łatwo.
    Nerwko ja pare lat temu miałam tez w kuchni,ale tak jak i Ty wymylam wszystkie szafki i wszystkie sypkie produkty wyrzuciłam.Polecam mydlo lawendowe -nie lubia tego zapachu i ogólnie zapachów środków czystości także.U mnie wlasnie to wyrzucenie wszystkiego,wymycie polek woda z mydlem lawendowym -bylo najlepszym sposobem na pozbycie sie tego gówna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za porady Owocku! :*
      U mnie na razie z tym dziadostwem się uspokoiło, ale od czasu do czasu jakiś wpadnie... przez okno! Dlatego śmiem twierdzić, że to od jakiś sąsiadów z dołu. :/ Pułapki nadal wiszą ale żaden dziad się nie złapał. Pojedyncze sztuki wybijamy tradycyjnymi, ręcznymi metodami. ;P
      U nas opcja z pościelą odpada, bo nie mamy pierzastych wypełnień. Jakoś mnie brzydzą takie kołdry, nie wiem w sumie czemu. Tak się wg mnie niefajnie skluszczają, śmierdzą... Wydają mi się mało higieniczne. No i mogą uczulać!

      Bardzo Ci współczuję porządków u Mamusi... :( To musi być dla Ciebie bardzo przykre...

      Usuń
    2. Starsi ludzie lubią te poduszki z piórami,nadal można je kupic w sklepach i do tanich nie należą.Kupilam juz nowy zestaw tym razem bez piór....
      Nerwko,to u Ciebie ewidentnie gdzies sie przedostają,polecam nawilzona ściereczkę w wodzie z mydlem lawendowym,na pewno troche odstraszy....

      Moja Mama to byla wspaniała osoba...cóż zrobić,maleńkim pocieszeniem jest fakt,ze nie meczyla sie długo.....
      W poniedziałek byla u lekarza(prowadzila samochod)a w środę ....poszła na drugą (mam nadzieję,że lepszą)stronę tęczy...Wierzę,że Jezus otacza ją swoją miłością...

      Usuń
    3. No wiem właśnie. :/
      Ale lawenda działa podobno na mole odzieżowe (w szafie mam 3 zawieszki lawendowe porozwieszane ale moli tam nie ma, poza tym mole ubraniowe wyglądają inaczej niż te spożywcze).

      Ech... Straszne to jest. :( Szok dla Ciebie na pewno niesamowity... Jest człowiek i nie ma człowieka...:(
      Ale przytoczę Ci tutaj 2 przykłady z mojego życia. Brat mojej mamy (prze dobry, pracowity, rodzinny człowiek o genialnym poczuciu humoru), zdrowy jak koń, bardzo ciężko pracujący fizycznie, wiecznie strzaskany słońcem, nie pijący, nie palący... Zachciało Mu się uzbierać czereśni dla wnuczek. Spadł z drzewa, uderzając głową o betonową studnię. Złamana podstawa czaszki, przerwany rdzeń kręgowy. Śmierć po kilku godzinach od przywiezienia do szpitala.
      Ciocia miała podobną historię. Złamała się pod nią gałąź. Okropnie to wyglądało. Krew cieknąca z nosa, uszu, opuchlizna twarzy... Ciocia przeżyła. Jednak była coraz bardziej niesprawna. Ogromne bóle głowy, przykurcze szyi, pogłębiające się zawroty głowy uniemożliwiające chodzenie, uciskające, nieoperacyjne krwiaki w mózgu... Trafiła do domu starców, załamała się psychicznie, miała myśli samobójcze. Serce chciało pęknąć. Mordowała się tak 4 lata.

      Nie mnie wyrokować, jaka śmierć jest "lepsza" ale ja wolałabym umrzeć szybko, nie być świadomą, nie cierpieć, wiedząc że lepiej nie będzie, a tylko gorzej.

      Wiem, że dla Ciebie to żadna "pociecha" ale to takie moje racjonalne podejście. :(

      Raz jeszcze przyjmij wyrazy współczucia... :*

      Usuń