sobota, 17 czerwca 2017

17 czerwca. Akcja malowanie. Zjebałam.

***
Śniadanie:
1,5 kanapki z masłem, serkiem Almette + jajko na twardo
herbata owocowa z łyżeczką ksylitolu

Przekąska:
banan
figi suszone
wafle kukurydziane

Obiad:
ranty z pizzy (dużo rantów;))

Przekąska:
banan

Kolacja:
3 kromki z masłem, szynką i pomidorem
***

Pojechaliśmy do mamy, bo urządza remont w mieszkaniu. Pomagaliśmy malować, a raczej Wojtek. Ja obklejałam drzwi, listwy, ściągałam spruszynki pozostałe po malowaniu wałkiem... Bałam się malować, żeby nie porobić smug, nie spieprzyć czegoś. Pod koniec odważyłam się pomalować wnękę na lodówkę. ;D Niezła jestem, nie? ;PP

Ale dojebałam z pizzą. Zamówiliśmy ją na obiad i złożyliśmy się na nią. Na kupce była kasa z drobnymi. Pytam teściowej czy odliczone, powiedziała, że tak. Zerknęłam na drobniaki, zapłaciłam. Dużo później przypomniałam sobie, że było jakieś zamieszanie przy składce i było dane o 2 dychy więcej. Okazało się, że nikt tej kasy nie odłożył i zapłaciłam gościowi za dużo o te 2 dychy. Oczywiście nie zwrócił mi, a ja durna nie sprawdziłam...
Przeżywam to jak żaba okres. JAK MOGŁAM nie przeliczyć?! Mąż krótko zreasumował:

-Zjebałaś! TY płaciłaś, TY miałaś pieniądze w rękach, TY nie przeliczyłaś. No ale trudno. Stało się.

Zjebałam... ech. Nie chodzi tu o to że jestem jakimś dusigroszem, po prostu jestem na siebie bardzo zła. No bo jak mogłam nie przeliczyć?

Nie ćwiczyłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz