niedziela, 18 czerwca 2017

18 czerwca. Co za zmuła...

***
Śniadanie:
1,5 kromki z masłem + 1,5 parówki + ketchup i majonez
herbata owocowa + łyżeczka ksylitolu

Przekąska:
wafle kukurydziane
cappucino

Obiad:
zupa na żeberku z warzywami i koperkiem
schab duszony z ryżem i żurawiną

Kolacja:
jogurt jogobella
***


Znowu nie ćwiczyłam.
Dalej przeżywam utratę 20 złotych.
Już w głowie snuję plany, że nie kupię sobie tego i tamtego za karę. Besztam się, że jestem bezmyślna. Wstyd mi.

Miałam przez tą durną sytuację zjebany cały dzień! Uwierzycie?! To hasło "zjebałaś" siedzi mi w głowie jak jakiś kat. 

Zmuła straszna. Od rana ziewałam, oczy mi się zamykały, kipiałam w wyrze. Chyba coś z ciśnieniem się popierdzieliło. Po obiedzie padłam jak mucha na 1,5 godziny i zasnęłam. Nie pamiętam kiedy ostatnio zdarzyło mi się zasnąć w dzień. Nie lubię takich drzemek. Później się budzę, nie wiem jaki dzień, czy to rano, czy noc, jestem rozmemłana i oczywiście w nocy zasnąć nie mogę. 

Biorę sobie do siebie Wasze komentarze odnoszące się do ilości jedzenia i staram się jeść więcej. Wiedziałam jak będzie, dlatego chcę cały czas wypisywać posiłki, żeby mieć kontrolę i obserwować sytuację. Rok temu o tej porze już nie jadłam praktycznie nic, nie miałam mocy na nic, słabłam. Byłam u kresu sił, byłam w trakcie rzucania pracy... Było tak bardzo, bardzo źle. Nie chcę tego znów przeżywać. 
Za każdym razem jest ten sam schemat. Już od prawie 10 lat. 

1) Zaostrzenie fobii, Nerwica sięga zenitu. Przestaję jeść. Pogłębia się depresja. Tracę siły. Przestaję mieć siłę na jakąkolwiek aktywność (nie mówię tu o porannym joggingu, a np. o umyciu się, czy zrobieniu herbaty). Pojawiają się myśli samobójcze.
2) Trafiam do psychiatry.
3) Zaczynam brać leki. Czuję się jeszcze gorzej.
4) Leki zaczynają działać prędzej, lub później. Czasem trzeba jedne zastępować drugimi, modyfikować dawki.
5) Potem jest względnie dobrze.
6) Zaczynam odstawiać. Skutki odstawienne znów dają w dupę.
7) Po kilku miesiącach wracam do punktu 1.

Co za syf...

~~~

Mam dziś jakiś gorszy dzień. Jakaś taka niewydarzona się czuję i w myślach mam moją mamę, zadającą mi kilka lat temu pytanie...
Pamiętam to jak dziś.

Byłam w strasznym dole. Do ślubu zostało kilka dni. Ataki paniki kilka razy dziennie. Wizja przeprowadzki. 

Nie dam rady... Nie podołam... Boję się...

Rodzice o coś się znów kłócili, a ja trzęsąca się jak galareta, targana drgawkami, przerażona, z silnym atakiem paniki usiadłam na ławce przed domem, podwinęłam kolana pod brodę, rękami objęłam nogi i kiwałam się jak dziecko z chorobą sierocą. Miliony złych myśli kotłowały się w mojej głowie.

Niedobrze mi. Będę rzygać? Jak to będzie? Przecież oni mają rację! Ze mną nie da się żyć! Po co ja mu zawracam głowę? Będę rzygać? Nie chcę tu już mieszkać. Nie chcę tu być. Nie chcę rzygać. Niech mnie ktoś przytuli. Tak po prostu. Błagam. Niech ktoś mi obieca, że nie będę rzygać. Ale ja jestem głupia. Żałosna. Lepiej gdyby mnie nie było. Po co takie zjeby się w ogóle rodzą? Nienawidzę siebie. Niedobrze mi. Ja nie chcę nikomu marnować życia. A przecież zmarnuję... Nie będę rzygać? Niech mi ktoś obieca, że nie będę... Błagam...

Mama wyszła z domu, zerknęła na mnie.

-A tobie co się ZNOWU dzieje?
-Boję się...
-Czego?
-Niedobrze mi... Mamo, boję się...
-No tak! Bo nie żresz! Żołądek masz już kwasami przeżarty pewnie! Nie żryj dalej! Sama na własne życzenie to masz! Bo ci się odchudzać zachciało! Odgrzać ci obiad?
-Nie chcę.... Tak bardzo mi niedobrze. Boję się....
-To co mam zrobić? Po pogotowie zadzwonię. Jezu, tobie zawsze coś się musi dziać!
-Nie, nie dzwoń. Może posiedź ze mną chwilę?

Usiadła... Po chwili westchnęła.

-Ech, po kim ty jesteś taka niedorobiona... Przecież wszyscy w rodzinie są normalni... W co ten Wojtek się pakuje?...
-Dziękuję mamo... Dokładnie na takie słowa pociechy teraz czekałam.
-No ale co? Prawdę mówię!
-Tak... wiem. Wiesz co? Proszę, zostaw mnie samą. PROSZĘ...

Gardło boleśnie mi się ścisnęło. Oczy napłynęły łzami. Ale nie chciałam przy niej płakać.
Wstała i zostawiła mnie, mamrocząc coś pod nosem. 
Gardło ścisnęło się jeszcze bardziej. Z oczu popłynęły łzy. Broda mocno zadrżała. Usta wygięły w podkowę...

Minęły prawie 4 lata od tamtej sytuacji. A ja ją pamiętam doskonale. 
To bardzo boli...
A wystarczyło tak niewiele. Pogłaskać chociaż. Powiedzieć, że będzie dobrze. Nie oskarżać znowu. Nie krzyczeć. Czy to naprawdę tak wiele?...

Przysięgam, że ja nie wymyśliłam sobie ani nerwicy, ani tej durnej fobii, ani depresji. Wstydzę się tego. Niestety w pewnym momencie nie ma już się siły udawać, kumulować emocji w środku. To wychodzi samo. Atak paniki po prostu się pojawia. Podczas czytania, oglądania filmu, w wannie. Serce zaczyna łomotać, robi się ciemno przed oczami, mdło, niedobrze, brzuch boli, dopada biegunka, każdy kawałek ciała coraz mocniej drży wbrew woli. 
Nikt kto nie jest masochistą, nie chciałby tego przechodzić, zapewniam.

19 komentarzy:

  1. Nerwko, nie wchodz w te czarne wspomnienia.
    Daj sobie prawo do popelniania bledow, bo kazdy je popelnia.
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem... Po prostu boli mnie, że rodzice w bardzo ciężkich momentach zamiast mi pomagać, to dokopywali. I pół biedy gdyby nas-rodzeństwo traktowali równo, ale nie.
      Aaa, nieważne. Szkoda się znowu smucić. Czasem mnie to zwyczajnie zakłuwa.:*

      Usuń
    2. Wiem kochana, moi tez zadali mi kilka ran ktore bola do dzis.
      Ale staram sie o tym nie myslec. Chociaz wiem, ze nie da sie tego wymazac z pamieci.
      Pamietaj, ze jestes zajebista (sliczna, madra, wrazliwa) i nic tego nie zmieni! ;)

      Usuń
    3. Dziękuję... Milutko mi się zrobiło na sercu po Twoich słowach. :)
      Nie katuję się tymi myślami codziennie. Czasem pojawia się tylko takie poczucie niesprawiedliwości i tęsknoty za normalnymi relacjami z rodziną. Smutno mi, że to takie u nas dziwne.

      Usuń
  2. Bardzo Ci wspolczuje, ze to wszystko przezylas co opisujesz. Mysle ze wazne jest ze wiesz ze mozesz miec te stany, czy to fobie, czy ataki paniki, czy depresje i czasami moze byc ten gorszy czas, wierze ze dasz rade. I nie mysl nigdy o sobie zle, to takie wazne kochac samego siebie a potem innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję marigold. Nie umiem myśleć o sobie dobrze. Staram się ale nie wychodzi mi to... O miłości do siebie to już nawet nie wspominam... :/

      Usuń
  3. Kochana nie przeczytałam jeszcze posta tylko Twoje odpowiedzi,wyslalam Ci maila wczoraj i dzisiaj w mailu dam linka o co cho z oknem postu/zywieniowym

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. ja też am tendencje do rozpamiętywania wszystkich dołów i potknięć, nie ma to sensu, bo psuję nowe relacje tak zwanymi zaszłościami.

      Usuń
    2. Dziękuję dziewczynki! :* :*
      Dziś już niedobre myśli odeszły. Chwilowy spadek formy to był tylko. ;P

      Usuń
  5. Nerwka,jestes swietna dziewczyna.Uwierz w to!I nigdy nie wierz nikomu kto twierdzi,ze jest inaczej.Pozwol sobie na chwile slabosci.
    Tule i lapke podaje😚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z tą dzielnością to różnie bywa niestety. Aż się zastanawiam jak ja sobie poradzę w obliczu jakiejś prawdziwej tragedii, skoro taka nadwrażliwa jestem. :/
      Dziękuję! :*

      Usuń
  6. Nerwko kochana,jakoś nie mogę przetrawić słów Twojej mamy,o tym rzekomym niedojebaniu-naprawdę,tak się wyraziła?.....Zatkało mnie,mam w glowie moją ś.p Mamę jej takie słowa nie przyszłyby do glowy a co dopiero przez usta.Zawsze starała się pomoc nie tylko nam-dzieciom,ale każdemu który ją poprosił.....Tym mocniej przytulam Kochana:*****zły czas minie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam powodów, żeby kłamać. Bloga założyłam, żeby mówić bardzo szczerze i od serca wszystko co mi leży na wątrobie.
      Dokładnie takich słów użyła. Dlatego ten dialog i sytuacja tak mi się wryły w głowę i wracają. Od mamy też raz usłyszałam, że "mogła mnie wyskrobać". Ja rozumiem złość, żal, kłótnie, nerwy ale takie coś?... Do rodzonego dziecka? Ja sama tego strawić nie mogę, dlatego często mi te sytuacje powracają i nie potrafię ich wymazać.

      Usuń
    2. Dopytałam Wojtka i faktycznie, użyła innego zwrotu. NIEDOROBIONA! Tak. Nie niedojebana, tylko niedorobiona. Już poprawiłam.

      Usuń
    3. Kochana,ten drugi zwrot,w żadnym stopniu nie jest "lepszy"o wcześniejszego...
      Toksyczna mama-tekst o skrobance juz mnie w tym utwierdził na 100%....Naprawdę brakuje mi słów,aby skomentować to wszystko.
      Przytulam i pamiętaj,ze jest dużo ludzi,którzy życzą Ci dobrze,dla których jesteś wartościowym,mądrym człowiekiem o niezwykłej empatii i wrażliwości :*****

      Usuń
    4. No właśnie też tak myślę... Kontekst jest praktycznie ten sam. :(
      Dziękuję! :*

      Usuń