czwartek, 8 czerwca 2017

8 czerwca.

***
Śniadanie:
2 kanapki z masłem i szynką

Przekąska:
szklanka Coli Zero
banan
7 herbatników

Obiad:
zupa pomidorowa z ryżem
frytki pieczone w kobiwarze, bez dodatkowego tłuszczu, solone

Kolacja:
3 wafle ryżowe z dżemem porzeczkowym
banan
***


Poćwiczone... Jednak brzuch się zdecydować nie może. Rano bolał i już myślałam, że coś z tego będzie, a tu lipa. Podejrzewałam, że po ćwiczeniach się zacznie ale nic. Nie wiem co to tak się wlecze. :/

Byliśmy na chwilę u moich rodziców, załatwiliśmy pewną sprawę pomyślnie, także jestem zadowolona. Jedynie tata mnie denerwował, bo gapił się na mnie i "podśmiechiwał" ze mnie cały czas. Pytałam o co mu chodzi, to znów się śmiał i twierdził, że o nic. Taaa, jakbym go nie znała, to bym to kupiła. Jak mnie takie coś wkurza! Jak coś mu nie pasi, to niech powie wprost, a nie jakieś głupie uśmieszki robi. Niezręcznie mi, bo czuję jego wzrok na sobie, a jak już na niego spojrzę, to widzę ten szydzący uśmiech. :/

I taki ogólnie dzień. Z jednej strony dobry, z drugiej średni...

6 komentarzy:

  1. Bubu juz się obudził -no to pospałam :-)
    Nerwko,czy Ty mówiłaś u rodziców,że Ci się okres ciut spóźnia?Zakładając,że tak,to juz wiesz co mogł znaczyć ten głupkowaty uśmiech ojca.A jezeli nie mówilas,to moze widzi,ze schudłaś,nie potrafi Cie pochwalić,to się uśmiechał....Też czegoś takiego nie trawię..
    Grunt Kochana,to się nie przejmować!!!
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ten Bubu... Mógłby jakoś porządnie pospać. 6 rano toż to środek nocy! ;P

      Absolutnie nie mówiłam! Wyleczyłam się (całkiem niedawno zresztą) ze zwierzania się głównie mamie z czegokolwiek. Kiedyś jej się wyżaliłam na jakiś temat dotyczący mojej ginekolog. Na następny dzień ze szczegółami wszystko wiedziała moja siostra i daleka rodzina, z którą mama często gada (rodzina od jej przyrodniego brata). I tak ze wszystkim było gumowe ucho (o moich problemach małżeńskich, stanie zdrowia, pracy, itd.). O ile moja siostra może wiedzieć o wszystkim, chociaż wolałabym żeby dowiedziała się tego ode mnie, nie za pośrednictwem mamy, to dalsza rodzina, którą widuję raz na kilka-kilkanaście lat (w tym wujek, z którym się nie lubimy) już niekoniecznie muszą wiedzieć o wynikach mojej cytologii, czy tematach moich zaburzeń psychicznych. Przykre to ale bardzo ukróciłam przepływ informacji z moimi rodzicami. Nic dobrego z tego nie wynikało. Jak żaliłam się i mówiłam o zdrowiu, to atakowali mnie, że jestem niedojebana, że Wojtek biedny, że na mnie trafił, że nic ze mnie nie będzie, że w rodzinie przecież wszyscy "normalni", itd. Zamiast ziarenka współczucia, atak.
      Także nie, nie, nie... Rodzicom nie mówię o takich szczegółach. Szkoda moich i ich nerwów.

      Pochwalić? Hehehe... dobry żart Owocku! To nie był miły, życzliwy uśmiech, tylko taki z przekąsem... Kurcze, nie wiem jak C to wytłumaczyć. To już trzeba mojego tatusia znać. W każdym razie nie jest to nic miłego.:/

      Usuń
    2. To takie przykre.Kuźwa rodzice powinni stać murem za dzieckiem ,pojąc nie mogę,że potrafią kpić z Twojej choroby \samopoczucia.Sama jestem mamą,często stawałam na przyslowiowych uszach,aby wyjaśnić rożne sprawy np w szkole (szczególnie w podstawówce)które dręczyly mojego Kogutka.Zawsze będzie miał w nas oparcie,tak jak i Bubu i nie wyobrażam sobie ,aby mogło być inaczej...Twoi rodzice kupę lat temu powinni chodzić do Poradni,aby nie zachiwywać sie wobec Ciebie w toksyczny sposób.Zresztą ja zachowuje się jak lwica w sytuacji,w której jestem zmuszona bronić swoich najbliższych -wydrapała bym oczy,choc ponoc jestem miłą osobą....
      Dam Ci przykład :-)
      Panicznie bałam się psów(teraz juz jest lepiej.Akcja działa się kolo bloku,malutki wtedy 3 letni Kogutek biegł sobie w kierunku klatki a ja szlam kawałek za nim.Ujadający kundel ruszył wprost na moje dziecię,caly strach przed psami poszedl w pizdu,dobieglam do tego psa i dostal kopa z glana (wtedy jeszcz chodziłam w takich bucikach)zawyl,podkulil ogon i uciekł:-))))))Normalnie czułam sie jak bohater :-)

      Usuń
    3. Zazdroszczę Twoim dzieciaczkom... Musisz być wspaniałą mamą.
      U moich rodziców najgorszy jest brak świadomości, że zapieprzyli. Mama to ofiara-tata zły, teściowa zła, wszyscy tylko na nią krzyczą, najbiedniejsza i w ogóle. A tata uważa że na moje nerwice, powinnam przenieść się w czasie do II wojny światowej i z miejsca by mi wszystko przeszło. Że jestem nadwrażliwa i (uwaga,uwaga!) ROZPIESZCZONA i za mało kija na dupę miałam.
      Pogadać chciałam długo z nimi ale się nie da. Według nich nie oni zjebali, ale ja jestem nienormalna, dziwna, nadwrażliwa, rozpuszczona i nie wiem jaka jeszcze.

      Przełamałaś swój lęk dla dziecka, to było bohaterskie! Chociaż jak oczami wyobraźni wyobraziłam sobie tego pieska lecącego pod wpływem Twojego kopa z glana, to zrobiło mi się go żal... ;P

      Usuń
    4. Nerwko to byl ujadający kundel,który na pewno pogryzłby Kogutka,biegl wprost na niego,ja juz oczami wyobraźni widziałam jak zaciska kly na małej nożce mojego dziecka.Uwierz,postąpiłabyś identycznie.Uciekl,jak dostał z buta,ale nic mu nie bylo.
      Ja się brzydzę przemocą,ale tutaj chodzilo o moje dziecko...

      Mentalność Twojego ojca,jest jak z epoki kamienia łupanego...Moj w danych kwestiach ma podobny tok myślenia,Mama jak żyła zawsze go strofowała i starała uwrażliwić na pewne sprawy....
      Nie trudno się domyślić,ze ja i moi bracia Mamie mówiliśmy o wszystkim,bo byla myślącym,dobrym i wrażliwym człowiekiem...Pomimo swoich lat miala "otwartą"głowę,wiesz co mam na myśli....
      Ty Kochana nie znajdowałaś zrozumienia chyba w żadnej kwestii u swoich rodzicow-b.Ci współczuję....Dobrze ze masz tego swojego Wojtka,widzisz mąż Ci się wspaniały trafił ,pamiętaj o tym :)

      Usuń
    5. Ale ja Ci wierzę! Sama byłam zaatakowana przez psa jako dziecko, więc rozumiem Cię całkowicie. Był to nasz pies ale miał jakiś uraz po poprzednim właścicielu, który go bił i ni z gruszki, ni z pietruszki atakował. Rzucił się na mnie i zaczął gryźć w głowę. A to nie był malutki pies. Mieszanka owczarka niemieckiego z kundlem. Od tamtej pory nie mam zaufania do psów. Lubię, pogłaskam ale mam dystans... Nie wiadomo co może takiemu odwalić.

      Rodziców nie zmienię. Są jacy są. Muszę próbować się dystansować, chociaż gdzieś tam w środku przykre to wszystko.
      Czasem mam ochotę pogadać wyżalić się, no ale nie da się. Wszystko co powiem zostaje puszczone w eter. :/

      Mąż mi się trafił bardzo dobry, to prawda. Tak dobrze, że go mam... :)))

      Usuń