środa, 28 czerwca 2017

Mini wakacje. :) UWAGA! Dużo zdjęć!!! (bardzo dużo;P)

Zaprosiła nas rodzina Wojtka do Szwajcarii. Oczywiście pełen sponsoring z ich strony, bo my bidoki jesteśmy, wzięliśmy jedynie "kieszonkowe". Zabolało wypłacanie franków, oj zabolało...;P.
Wyjazd (a właściwie wylot), mieliśmy zabukowany od ponad miesiąca ale odwlekałam tą myśl. Potwornie się bałam... 
Wszystkiego! Lotu, nowego miejsca, zatruć... Udawało mi się odwlekać lęki na ostatnią chwilę.
Nagle na 2 dni przed wyjazdu dostałam bóli brzucha, nie mogłam nic przełknąć. Miałam ochotę zniknąć. Cudem nie uciekłam sprzed lotniska.

Do mojego zestawu anty wymiotnego zapakowałam:
*Aviomarin
*Metoclopramidum
*Hydrozyzynę
*opaski Sea-Band (totalne placebo i 3 dychy jak psu w dupę ;P)
*gumy do żucia

Przed wyjazdem na lotnisko, dostałam ataku paniki, zrobiło mi się słabo. Wojtek dzielnie mnie uspokajał, ale dzielnie starałam się swoją histerię chować w sobie.
O dziwo, gdy już na lotnisko dotarliśmy ogarnął mnie całkowity luz! Za to gdy mi luz wjechał, to panikować zaczął Wojtek! ;D Że który terminal, jaki gate, że się spóźnimy, że bagaże pójdą na inny pokład. Role się odwróciły i teraz to ja uspokajałam mojego małżonka. 
Dwa świry się dobrały! ;P 

Żadnych uspokajaczy nie brałam. Wcześniej leciałam do Dublina na kilka dni (też do siostry Wojtka ;D) i bez Aviomarinu i innych uspokajaczy nie wsiadłabym do samolotu. Tym razem bałam się mniej i postanowiłam, że dam radę na trzeźwo (opaski niby anty rzyganiowe się nie liczą, bo guzik dały! ;)). W samolocie tylko od razu sprawdziłam, czy jest torebeczka na wymiociny i stwierdziłam, że jest ale kompletnie nietrwała! Dziadostwo! Jeszcze bardziej mnie to zmotywowało do nie popuszczania górnego zwieracza. ;D

Na miejscu dzieciaki mnie zaabsorbowały, napięty grafik nie dawał czasu na czarne myśli, a kuchnia szwagierki była tak smaczna i leciutka, że no cud miód. :)
Ich starsza córeczka mnie rozczulała. Taki słodki rzep. :) Wszędzie ze mną chciała być. Ze mną się kąpać, ze mną jechać z tyłu w aucie, ze mną do basenu, koło mnie siedzieć przy stole, ze mną zasypiać... Milion razy usłyszałam "kocham cię", mała, ciepła rączka wciąż ściskała moją, uściskom i całusom nie było końca. Jakie to było cudowne. Ja w domu takiej miłości nie zaznałam. W ostatnim dniu już czułam się troszkę przytłoczona ale to chyba naturalne ;). Po prostu nie jestem przyzwyczajona do takich czułości i to w takim wymiarze godzinowym. :D

Aha, dieta i ćwiczenia zawieszone na czas wyjazdu. Może od jutra znów zastartuję, bo dziś coś słabo mi poszło (na wyjeździe nawet dawałam radę, bo jadłam stosunkowo niewiele i lekko). Za to dzisiaj zeżarłam całą tabliczkę czekolady szwajcarskiej i lody u mojej siostry (odbieraliśmy świneczki).

Uff, rozpisałam się. 
Teraz przechodzimy do zdjęć!
Było przepięknie!!! :)))

Chmurki jak wata cukrowa. 

Zachód słońca ponad chmurami.

...i... 



Ach... 

Górki...

Mućka! ;)

Nawet siostrzeniec Wojtka ma świnki morskie! ;D


Zurich

Ścianka wspinaczkowa z moją przylepą. :)

I znów górki.

I jezioro.

Jak tam było pięknie...




I znów widok na Zurich.


12 komentarzy:

  1. Przepieknie!!!
    A twoj tylek na tej wspinaczce prezentuje sie bardzo zgrabnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha!!! ;D Dzięki za komplement. ;) :*

      Usuń
  2. Wybaczone Ci zostało to kilkudniowe milczenie,za takie foty!!!
    Pięknie!!!!
    Super,ze wyjazd sie udał,bez nieprzyjemnych przygód:-)
    Fajna ta rodzinka Wojtka:-)
    Dzieci wyczuwają dobrych ludzi,dlatego ta dziewuszka tak lgnęła do Ciebie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taką mam nadzieję, że swoją nieobecność usprawiedliwię zdjęciami i widokami. :)
      Oj fajna, fajna... Tak bardzo inna od mojej... :(
      Hehe, z tą dobrocią to bym nie przesadzała, ale dziękuję. To miłe co piszesz. :*

      Usuń
  3. Czekolada szwajcarska najlepsza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No baaa... Jak polskie jadłam w większej ilości to mdłości i ból brzucha murowane, a tutaj nic! Kompletnie inna jakość (Lindowskie czekolady też totalnie inne niż te w Polsce, a niby firma ta sama).Jest jeden problem... żarcie ich cholernie wciąga. ;P Nie sposób zaprzestać na jednej kosteczce. ;D

      Usuń
  4. Cudnie ze moglas wyjechac na taki wypoczynek, pelen milosci, radosci i w tak pieknym miejscu. Widoki przepiekne, zreszta wszystkie zdjecia bardzo ladne, zdjecie Twoje i dziewczynki na scianie-wspinaczce fajna pamiatka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Foty CUDNE!!!
    Fajnie,ze udalo Wam sie wyjechac w tak piekne miejsce i spedzic czas w milym towarzystwie.A taka dziecieca milosc-bezcenna.Potrafi czlowieka ucieszyc i podbudowac.Bedziesz miec niesamowite wspomnienia.
    A zdjec prosze wiecej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej? O rany... Nie będę Was zadręczać, bo mam ich baaardzo dużo. ;P

      Usuń
  6. Zdjecia robia wrazenie! Fajnie, ze sie zrelaksowalas:) A na tej sciance wygladasz jak mloda kozica, szczupla, zgrabna i ...po prostu super, czego Ty chcesz od swojej figury???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ;)
      Hehe, kozica to tak nie do końca, ale niech Ci będzie. ;P
      Na tym zdjęciu już z figurą faktycznie jest lepiej...

      Usuń