czwartek, 13 lipca 2017

13 lipca. Nie umiem się odnaleźć.

Odkąd wróciliśmy z tej Szwajcarii, jakoś totalnie wybiłam się z rytmu. Ja mam mózg o budowie cepa. Jak tylko coś się "zaburzy", wkradnie się jakiś chaos, inność, to czuję się jak dziecko we mgle.
Dziwne, jak na stosunkowo młodą osobę.

Opuściłam się z prasowaniem. Sterta rosła i rosła i rosła... A to źle się czułam, a to za gorąco, a to u teściowej pomagałam, a to za późno i mąż chciał spać. Zawsze coś. Dziś już zakasałam rękawy i całe dziadostwo sprasowałam. Z ponad 5 godzin mi to zajęło.

Wczoraj dodatkowo się zmartwiłam, bo głaszcząc Antonita wyczułam u niego sporą gule między łopatkami. :(
Ostrzygłam go w tym miejscu, obejrzałam... Nie było tego! Codziennie prosiaki głaszczę i na pewno tego nie było! Momentalnie mnie zmroziło, bo jedna z moich świnek zmarła na raka i też zaczęło się od takiego guza,z tymże na brzuszku. Zostało to wycięte, niestety przy badaniu kontrolnym wet coś ucisnął i po tej wizycie świnka zmarła. Albo coś zapieprzył i doszło do wylewu pod wpływem nacisku, albo zrobiły się przerzuty, które pod wpływem ucisku pękły. Ledwie ją do domu przywiozłam i zaczęła się pokładać, piszczeć... ;( Nie chciałam robić sekcji, bo co by to zmieniło? Po prostu już się u gościa więcej nie pojawiłam.
Od razu spanikowana stwierdziłam, że jutro umawiam się do weta (było już po 21, inaczej zadzwoniłabym od razu). Wojtek stwierdził, że jak zwykle dramatyzuję. Że może go coś ugryzło, a może Kropka go dziabnęła i że może do jutra zniknie (taaa... jasne!).
Oczywiście nie zniknęło, więc z rana umówiłam się na wizytę. Po 17tej przyjęła nas pani doktor, obejrzała i stwierdziła, że najprawdopodobniej jest to kaszak. Trzeba usunąć chirurgicznie. Im szybciej, tym lepiej. Jutro jadę z małym koło południa, wieczorem ma być już "do odbioru".
Mówiłam lekarce, że jak ja mogłam nie zauważyć, ale uspokoiła mnie, że to dziadostwo potrafi się pojawić z dnia na dzień i nie ma w tym mojej winy. Że najpewniej nie jest to nowotwór złośliwy, ale jeśli guz wzbudzi jej podejrzenia, to trzeba będzie go zbadać histopatologicznie.
Powiem szczerze... stresuję się!
Narkoza, to zawsze ryzyko u gryzoni, później antybiotyki, które świnki też nie najlepiej znoszą (biegunki, wzdęcia, brak apetytu). Nie chcę nawet myśleć co będzie, jeśli... :(

Proszę, trzymajcie kciuki za Antonita. Jutro po 14tej będzie mieć operację. Na szczęście na noc już będzie z nami, bo inaczej bym oka nie zmrużyła. :(

Boję się... :(

11 komentarzy:

  1. Jak Ty kochasz te malenstwa. Trzymam kciuki za Antonita.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo kocham... Nie rozumiem jak mozna nie lubic zwierząt. A juz zostawianie zwierzaka w chorobie to dla mnie okropne dranstwo. Ja juz nawet przestalam liczyc ile kasy poszlo na moje wszystkie futrzaki... Ale nie potrafilabym inaczej. Zezarly by mnie wyrzuty sumienia.😳😞
    Wojtek czesto zartuje, ze te "szczury" jedza lepiej od nas. Chleba moze braknac ale warzyw i 2 rodzajow karm braknac nie moze.😋
    Dziekuje za kciuki. Antoniusz wcale przejety nie jest. Zajada ogoreczka, przegryza siankiem... Biedaczek, nie wie co go czeka.😞

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwierzatka domowe, czy to male czy duze, sa zupelnie zalezne od ludzi, Antoniusz i Kropka naleza do szczesliwcow, bo kochasz je i opiekujesz sie nimi. Niestety, tak jak piszesz dranstwo tez jest, takich co krzywde robia zwierzatku zatluklabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to patrzeć nie mogę jak widzę męczenie zwierząt. Strasznie jestem wrażliwa na takie sprawy.

      Usuń
  4. Hej podczytuję Cię i przyszłam napisać,że ja również trzymam mocno kciuki.Bardzo szanuję ludzi,którzy tak kochają i troszcza się o zwierzęta:)Zastanawiam się czy nie dało by się usunąć tego kaszaka w znieczuleniu miejscowym?Zawsze to mniejsze obciążenie dla serduszka.Tak czy inaczej musi być dobrze!Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Witam Cię serdecznie i dziękuję za kciuki! :)
      Miło mi bardzo, że masz takie podejście. Kurcze, weterynarz (najlepszy w mieście) powiedziała mi, że sama sedacja wziewna byłaby za słaba i musi ją połączyć z niewielką dawką znieczulenia mocniejszego, żeby malucha nie bolało. :( Wiem, że takie zwierzątka są mega wrażliwe na mocne leki ale musiałam podjąć decyzję... Mam nadzieję, że dobrą.
      Buziaki!

      Usuń
  5. Biedna swinka. :(
    Trzymam Nerwko.

    OdpowiedzUsuń