czwartek, 6 lipca 2017

6 lipca. Patologia. ;)

***
Śniadanie:
3 kanapeczki z masłem i miodem
herbata żurawinowa z łyżeczką miodu

Przekąska:
jogurt
ok. 5 kawałków czekolady (nie liczyłam, sama znikała ;))

Obiad:
zupa koperkowa z marchewką i ziemniakami
kurczak duszony z cebulką, ziemniaki z masełkiem ubijane

Przekąska:
kilka daktyli
Pluszzz witaminki ;)

Kolacja:
2 małe kromeczki z masłem i szynką
***

W końcu się zmobilizowałam i poćwiczyłam! Normalnie tak mi się nie chciało, że szok. 
Muszę w końcu ruszyć pupę i stworzyć post o mojej metamorfozie ćwiczeniowo-dietowej. W końcu obiecałam! ;)

Rozleniwiłam się ostatnimi czasy... I z żołądkiem jakoś tak gorzej. Pobolewa.

Wczoraj mieliśmy akcję, dziwną dosyć. Ja przeżywam takie sytuacje, bo zaraz mi się wspomnienia uruchamiają.

Żeby naświetlić sytuację, muszę sprostować w jakim budynku mieszkamy.
Jest to niby kamienica. No właśnie, niby... Tak na prawdę to dwupiętrowy budynek podzielony na niewielkie mieszkania, kawalerki. Późniejsi właściciele "zaadoptowali" piwnice (tak, piwnice) i poddasze (na którym mamy zaszczyt mieszkać;)). Jest to lipa jak sam chooooj. Kanalizacja stara i niedostosowana zupełnie do takiej ilości mieszkańców. Wali z rur szambem, pan szambelan często opróżnia studzienkę przy budynku. Nawet nie wiecie jakie to bezcenne uczucie, siedzieć ukiszonym w 35 stopniach i czuć gówniane zapachy z dołu. Pyyycha...
Ciekawe nuty zapachowe wydzielają się również w czasie i tuż przed deszczem. Swąd zgnilizny jest bardzo charakterystyczny i idealnie przewiduje zbliżające się opady (wiarygodniejsze niż prognoza pogody na TVNie).
 Mieszkania są w ogólnie stanie złym. Brak odpowiedniej izolacji, stare okna (pamiętacie zapewne akcję z urąbanym oknem?), rozpadające się kabiny prysznicowe, cieknący bojler, odpadające farby, tynki, krany, sprzęty typu pralka, lodówka, płyta elektryczna starsze ode mnie. No miód malina. 
Nam i tak oberwało się największe i najlepsze mieszkanie. Niedługo stuknie nam tutaj 3 latka.

Ja tam nie narzekam. Jesteśmy sami, niezależni, odcięci od rodzinki, mamy ubikację, wodę, kaloryfery. Nie mam wygórowanych standardów. Do różnych przygód staram się podchodzić z humorem, aczkolwiek czasem człowiek boi się coś dotknąć, żeby się nie rozpadło. :P

Najciekawszą kwestią są tutejsi mieszkańcy. Połowa z nich to osoby, które dostały je z socjalu.
Na parterze mieszka starsza para z 18 letnim synem, z którego robią ciptoka, żeby móc ciągnąć na niego zasiłki. Facet jest nerwowy i ma chyba problem alkoholowy. Ona jest prostą ale poczciwą kobieciną. Czasem podrzuci nam jakieś warzywa z darów, urwie trawę z cmentarza dla świnek, zagada... Wietrzy wszędzie sensację, lubi poplotkować ale gdyby coś się działo na pewno by pomogli i ona i on.
Obok wprowadziło się małżeństwo z córką w wieku na oko gimnazjalnym, która ma imponujące predyspozycje do bycia społeczniarą roku. Jest totalnie bez obciachu. My gdzieś wychodzimy, a ta bez pardonu otwiera okno na oścież, ręce na parapet i się lampi jak ciele na malowane wrota. Gapi się jak w telewizor, wzrokiem nieskalanym inteligencją.
Jest jeszcze jedno mieszkanie na parterze i też chyba jakiś pan tam mieszka ale specjalnie go nie kojarzę, a jak kogoś nie kojarzę, to dobrze o nim świadczy. ;D
W piwnicach rotacja mieszkańców jest ogromna, do nas nie docierały nigdy jakieś niepokojące dźwięki, no ale my na samej górze, także ten... Ale ponoć było tam już wszystko. Kurestwo, narkotyki, złodziejstwo, awantury, chlanie, bijatyki. Już nawet nie liczę ilu ludzi tam się przewinęło.
Na 1. piętrze mieszka starsze małżeństwo. Ona jest zasuszona i bardzo znerwicowana. On alkoholik, uwielbiający puszczać głośno discopolo. Czasem się głośniej posprzeczają, ale spoko. Nieszkodliwi. ;)
Obok mieszka para, trochę starsza od nas. Sądzę, że są byłymi narkomanami, przynajmniej on wygląda mi na opiatowca. Ona znerwicowana bardzo, schorowana. On hazardzista i jakby mu 5 klepki brakowało. Często wpadał pożyczyć korek do wina, bo "do obiadu" chcieli się napić (rozwalał mnie na łopaty tym tekstem;D). Czasem mają głośniejszą sprzeczkę ale z rzadka. Nieszkodliwi.
Pozostałych mieszkańców 1. piętra nie kojarzę.
I pozostaje nasze piętro. Mieszka tu pani "pielęgniarka" ale nie za bardzo wierzę, że nią jest. Ubiera się, maluje, wygląda i zachowuje jak prostytutka. Poza tym zawsze ma "nocne dyżury". ZAWSZE. Ogólnie jest niesympatyczna. Ale nieszkodliwa.
W 2. mieszkaniu mieszka Kasia. Bardzo miła i fajna dziewczyna. Nie znamy się dobrze. Takie "cześć", "cześć", "co słychać". Perełka wśród tutejszych mieszkańców. ;)
I od niedawna mieszka jeszcze jakiś chłopek roztropek. Od jakiegoś czasu ktoś trzaska drzwiami, ale to tak, że aż wszystko podskakuję. Nie było tego, więc to ten gościu.
Wczoraj tak się tłukł w tej kanciapie, że szok! Po chwili pojawiły się krzyki, płacz jakiejś dziewczyny, jeszcze głośniejsze trzaskanie, wyzwiska.
Zerknęłam co się dzieje, ale po chwili koleś wyszedł z mieszkania na korytarz i zaczął dzwonić na policję. Po okraszonym w łacinę dialogu dało się usłyszeć, że ona mu "zajebała patelnią", a on ją "kopnął w nogę". Przyjechała policja, pogadała z jednym, drugim. Okazało się, że laska nieletnia. Pogotowie po nią przyjechało, bo tamten chłopak nagadał policji, że jest niezrównoważona psychicznie (cholera, ja też jestem! sami psychole w tej kamienicy!;)). Kolesiowi ani tej dziewczynie nic się nie stało, ot taka kłótnia.
I słuchajcie co najlepsze!
Dziś koło południa ktoś zaczął napitalać domofonem. I tak przez pół godziny! W końcu ktoś wpuścił... tą laskę z wczorajszej akcji! Jak gdyby nigdy nic przyszła z siateczką, z zakupami. Jeszcze gościa opierdoliła, że jej nie chciał otworzyć (jednak w znacznie łagodniejszej formie, niż wczorajszego wieczoru, patelnia w ruch nie poszła;D).

Im dłużej tu mieszkam, tym bardziej jestem zszokowana poziomem zagęszczenia patoli tu panującej na metr kwadratowy.
Pamiętajcie... To co tu napisałam to telegraficzny skrót. Kwiatków jest znacznie, znaaacznieee więcej. ;)

Śpijcie dobrze kochani i nie okładajcie patelniami. ;P

8 komentarzy:

  1. To rzeczywiscie duzo sie dzieje w Twojej kamienicy, ludzie sa rozni, ciekawie opisalas. Akurat do warunkow mieszkaniowych mialam w zyciu szczescie, od dziecka, moge powiedziec, ze mieszkalam luksusowo, jedyne moje mieszkanie w tloku to za lat studenckich akadamik, ale byl nowoczesny z wszystkimi wygodami.
    Jestes taka mloda, cale zycie przed Wami. Tutaj gdzie jestem mowi sie ze ludzie zmieniaja miejsce zamieszkania co siedem lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      U nas dalej się tłuką. Od rana, do 1. w nocy. Z przerwami ale mimo wszystko... Jest to wkurw... DENERWUJĄCE! W dodatku palą patafiany w kiblu i wentylacją cały ten smród papierochowy leci nam do łazienki. :/
      Co siedem lat powiadasz? Czyli jeszcze 4 mam się tu męczyć? Buuuu! ;)

      Usuń
    2. Co siedem jak mieszka sie fajnie, tylko chce sie zmiany, jak jest zle to jak najszybciej i tak zeby bylo dobrze a najlepiej do lepszego kraju, jestescie mlodzi.

      Usuń
    3. Kiedy ja sobie nie wyobrazam zycia w innym kraju. Ba! Nawet w innym miescie. Strasznie sie przywiazuje do miejsc. Cale szczescie Wojtek ma podobnie.😉

      Usuń
    4. A, teraz rozumiem, ale mieszkanie mozesz zmienic.

      Usuń
    5. Jak by był piniondz, to już daaawno byśmy zmienili. ;P

      Usuń
  2. Patelnia mi się nie zdarzyło, za to rurą od odkurzacza.....:P

    OdpowiedzUsuń