czwartek, 6 lipca 2017

Motywację wcięło! :(

Powiem Wam, że kicha coś jest...
Po powrocie z wyjazdu szwajcarskiego ćwiczyłam raz. RAZ! Masakra...
Jeżdżę do mamy i pomagam w przygotowaniu mieszkania do ich przeprowadzki. W jednym dniu było szykowanie do malowania i malowanie, w następnych kładzenie tapety... Oj, z tym kładzeniem tapety to był debiut. ;D

Tyle ściany utargałam. Resztę dotargała mama. ;)

Wojtek miał baaardzo optymistyczne podejście.
-Spooooko! Co to za filozofia! 3 godziny na taką jedną ścianę to maks!
-Ale to jest dość długa ściana...
-Oj tam! Mówię Ci, że 3 godziny stykną. Co z ciebie taka pesymistka?
-Raczej realistka...

Małżonek obejrzał na youtube kilka filmików "jak położyć tapetę" i gitara! Zaprogramowany niczym Neo z Matrixa! 
Z tymże niekoniecznie... ;P

Etap początkowy.
Zaczęliśmy przed 11. Skończyliśmy przed 23. :D
Tapetowanie okazało się nie taką prostą czynnością, zwłaszcza jak się ma teściową perfekcjonistkę i wszystko musi być od linijki.;)
Daliśmy radę w trójkę, a jakże! Ale zdecydowanie zaliczam to do niełatwych wyzwań. ;)

Etap końcowy. Aż się ściemnić zdążyło.;)
















Przedwczoraj zaczęłyśmy już z mamą akcję sprzątanie. Niestety moje dłonie na agresywną chemię reagują fatalnie... Skóra z wewnętrznej strony dłoni złaziła, a na palcach (najbardziej ujebliwe miejsca, bo na zgięciach), między palcami schodziła, pękała, jadziła się i swędziała... Swędziała jak jasna cholera. 
Już po powrocie ze Szwajcarii zaczęło mi to wyrzucać na łapach, ale po tych porządkach to koszmar jest. :/ Wczorajszy dzień przełaziłam wysmarowana maścią sterydową, w plastrach i rękawiczkach lateksowych. Na szczęście pomogło. A jutro znów jedziemy z mamą ogarniać. 


Mam nadzieję, że znajdę dziś moc i motywację do poćwiczenia. Za długą labę sobie zrobiłam i coraz trudniej mi się znowu wdrożyć. :/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz